Dominus Iesus - Jezus jest Panem -
brzmi radośnie w słowach Jana Pawła
II jako zaproszenie wszystkich chrześcijan,
aby w świadomości swojej wiary
"odnowili przylgnięcie" do
Jezusa Chrystusa,[1]
który "wczoraj i dziś, ten
sam także na wieki" (Hbr 13,8)
jest "drogą, prawdą i życiem"
(J 14,6).
Jest to wyznanie Chrystusa jako
jedynego Syna, przez którego widzimy
nie tylko oblicze Ojca (J 14,8), ale
też doświadczamy spełnianie się
odwiecznego zamiaru Ojca względem
nas: ofiarowanie Prawdy i Miłości
w Jego Synu, czyli dzianie się
zbawienia. Odwaga św. Piotra jest
dziś wezwaniem do świadectwa, że
Jezus Chrystus jest uniwersalnym
Zbawcą całej ludzkości, ponieważ
"nie ma w żadnym innym imieniu
zbawienia" (Dz 4,12).
Objawiona prawda o Jezusie
Chrystusie, uniwersalnym Zbawicielu,
nie odmawia zbawienia niechrześcijanom,
lecz pokazuje, że ostateczne źródło
zbawienia tkwi w Jezusie Chrystusie.
Prawda ta nie hamuje też dialogu
ekumenicznego, lecz wskazuje na
fundament tego dialogu ze strony
katolickiej. Jeżeli Kościół
katolicki chce być wierny swemu posłannictwu,
to nie może odstąpić od swego
fundamentu, bo inaczej "runie"
jak mityczne mury Jerycha przy
grzmieniu trąb wroga.
Zasadniczym fundamentem jest
rozumienie Objawienia Chrystusowego,
które w sprawach zbawienia jest pełne
i ostateczne. Streszcza się ono w dwóch
aksjomatach: Jezus Chrystus jest
jedynym zbawcą i pośrednikiem oraz
wyłaniający się z Jego działalności
i życia Kościół jest jedynym i dla
wszystkich sakramentem zbawienia.
Gdyby dzisiaj, na progu nowego
tysiąclecia chrześcijaństwa, wiara
katolicka odstąpiła od tych prawd
Chrystusa i Kościoła, to zniszczyłaby
całkowicie siebie samą. Wynikałoby,
że podstawowa prawda soteryjna jest
relatywna i zupełnie błędna! Byłby
to kres nie tylko Kościoła
katolickiego, ale i całego chrześcijaństwa.
Całe bowiem chrześcijaństwo
wywodzi się z tego samego pnia
katolickiego.
Gdyby ten pień zanegował samego
siebie, odrzuciłby całe Objawienie
chrześcijańskie. Czy na tym ma
polegać głoszenie Prawdy, że
wkracza się w ogólne zamieszanie,
gdzie każdy uważa, iż głosi prawdę?
Nie! Należy głosić prawdę
objawioną przez Boga, a nie przez
ludzi: zbawienie oferowane jest
wszystkim, ponieważ Jezus Chrystus
jest jedynym Zbawicielem wszystkich
ludzi.
Temat jedyności i powszechności
zbawczej Jezusa Chrystusa jest
zarazem podtytułem, jak i ideą
przewodnią całej Deklaracji mówiącej
o trzech nierozłącznych płaszczyznach:
o jedyności Objawienia, jedyności
Pośrednika między Bogiem a światem
i o jedyności Kościoła.
Płaszczyzny te skupiają się na
dwóch nierozłącznych drogach:
Chrystusa i Jego Kościoła. Drogi
te są jednocześnie spotkaniem dwóch
podporządkowanych sobie części,
chrystologii i eklezjologii. Oczywiście
interesuje nas tu droga nadrzędna,
jaką jest chrystologia, a w szczególności
wyrażenie tajemnicy zbawczej Boga w jedynym
i powszechnym Pośredniku i Zbawcy,
Jezusie Chrystusie. Nie ma bowiem
misji Kościoła bez misji Jezusa
Chrystusa.[2]
Każdy wierzący jest też powołany
do tej misji (1 Kor 9,16), do misji
Chrystusa i Kościoła. Należy
jednak zaznaczyć, że Deklaracja nie
porusza kwestii jedyności i powszechności
zbawczej tajemnicy Jezusa Chrystusa w sposób
pełny, lecz przedstawia ogólną
naukę wiary katolickiej w tej
materii, wskazując na pewne
problemy, a przy tym odrzuca niektóre
błędne poglądy. Jest to nic
innego, jak pozostanie na płaszczyźnie
dotychczasowej nauki Kościoła, co z kolei
oznacza zarazem potwierdzenie jego
doktryny i dziedzictwa wiary.
Jednym z najważniejszych punktów
tej doktryny i dziedzictwa jest
jedyność i powszechność
tajemnicy zbawczej Jezusa Chrystusa.
Chrześcijaństwo nie może być
pozbawione tej zasadniczej prawdy, że
w Jezusie Chrystusie została
objawiona przez Boga absolutna i ostateczna
prawda o zbawieniu. Prawda ta ma
bardzo mocne korzenie biblijne: 1 Tm
2,4-6; Dz 4,12; 1 Kor 8,5-6; J 3,16-17;
Ef 1,3-14; Kol 1 19-20; 2 Kor 5,15; 1
J 4,14; J 1,29; Ap 22,13. Teksty te
wskazują na wyjątkowość Jezusa
Chrystusa i w ten sposób nadają Mu
znaczenie absolutne i powszechne (DI
15).
Prawda wiary o jedyności i powszechności
zbawczej Jezusa Chrystusa staje dziś
wobec nowych problemów współczesności,
jak nowe religie, rozszerzanie się
działalności sekt, mamienie
obietnicą "zbawienia"
wszystkich przez wszystko, nagminne
zaprzeczanie pod różną postacią
Boga, lansowanie na Jego miejsce tzw.
"wyzwolonego człowieka",
albo tworzenie nowych, tzw. "uniwersalnych
wartości" przez różne centra
polityczne, jak np. Unia Europejska.
Tym bardziej konieczne jest
promowanie chrześcijańskiej prawdy
objawionej o zbawieniu, nie tyle -
jak można sądzić - dla zwykłej
tylko konfrontacji, ile przede
wszystkim dla wyrażenia
jednoznacznej świadomości swojej
wiary i ostrożności przed
synkretyzmem religijnym.
Chrześcijaństwo ma całkiem inną
strukturę zarówno zbawienia, jak i misji.
Dąży ono przede wszystkim do
ukazania jedynego Boga, który jest
Bogiem uniwersalnym całej
rzeczywistości. Bóg ten ukazuje się
w Chrystusie nie tylko jako "Bóg
dla nas", czyli jako "Bóg
chrześcijański", i nie może
być "Bogiem chrześcijańskim",
ale jest "Bogiem wszystkich".
I tu rodzi się zasadniczy problem:
chrześcijaństwo jest historyczne,
narodziło się w historii, jest
faktem samo w sobie partykularnym, a ma
roszczenia uniwersalne i ekskluzywistyczne,
uważając, że tylko ono przynosi
zbawienie.
Jak to rozwiązać? Inne wyznania
i religie oczywiście negują te
roszczenia chrześcijańskie, ale
chrześcijaństwo nie może z nich
zrezygnować, chcąc pozostać sobą.
Dlatego głosi, że wprawdzie tylko
ono ma jedynego Pośrednika Jezusa
Chrystusa i jedyny prawdziwy Kościół,
to jednak inne religie i wyznania
partycypują w tym pośrednictwie na
różne sposoby, które powinny być
badane przez teologów. Ekskluzywizm
soteriologiczny, chrześcijański,
eklezjalny należy rozumieć w ten
sposób, że nie ma zbawienia
prywatnego bez Kościoła, bez jego
wiary, bez sakramentów, bez kerygmy,
a nie jest to negacją możliwości
zbawienia w innych religiach i wyznaniach.
Dzisiejszy świat szuka innego
rozwiązania, odrzucając tzw.
ekskluzywizm katolicki. Szuka rozwiązania
przez przyjęcie wielu pośredników
i zbawców, przez równouprawnienie
różnych religii, kultów i kościołów,
przez mnogość ekonomii zbawczych i etycznych,
aby różnymi drogami dojść do Boga.
Tak rodzą się i błędy. Pogłębienie
tej błędnej drogi widnieje jeszcze
w tym, iż tę wielość środków i metod
zbawczych stawia się na równi z rolą
i miejscem Jezusa Chrystusa w dziejach
zbawienia.
Dla szkicu postawionego problemu
należy krótko uwypuklić samą myśl
o zbawieniu w Jezusie Chrystusie (I),
przedstawić zasięg zbawienia
Chrystusowego (II), podać idee pośrednictwa
w ogóle, a w szczególności w chrześcijaństwie
(III) i wreszcie ukazać rolę
jedynego i uniwersalnego Pośrednika
zbawienia, Jezusa Chrystusa (IV) jako
jedyną w swoim rodzaju, spełniającą
powszechną wolą zbawczą Boga i w sposób
absolutny realizującą powszechne
zbawienie ludzkości.
Rzeczywistość zbawcza ma swoje
zasadnicze miejsce i podstawowe
znaczenie w religii, a dla nas -
konkretnie w chrześcijaństwie.
Jednak na różnych płaszczyznach życia
ludzkiego mówi się o treściach,
które wchodzą w ten bogaty termin,
jakim jest "zbawienie". Głównie
chodzi tu o inne pojęcie zbawienia,
jak "wybawienie", "wyzwolenie",
"uratowanie" i inne. Tym
samym "zbawienie" jest tu
rozumiane na sposób "świecki".
Nie trzeba sięgać daleko w przeszłość,
aby przywołać głos Lenina, Stalina
czy innych przywódców
komunistycznych, którzy uważali
siebie za "wybawicieli",
czyli "zbawców" ludzkości.
Pojęcie chrześcijańskie zbawienia
zostało przyjęte przez rzeczywistość
świecką, a nawet ateistyczną, i z czasem
też stało się synonimem walki o emancypację
polityczną czy o wolność w ogóle.
Podobnie rzecz ma się na płaszczyźnie
innych religii, które mają swoje własne
wyobrażenie zbawienia i w różny
sposób oferują to "zbawienie".
Najogólniej "zbawienie"
jest tam rozumiane jako indywidualne
lub zespołowe doświadczenie Boga
czy otrzymanie zbawczych dóbr. Nie
można jednak stawiać na równi
zbawienia oferowanego przez Jezusa
Chrystusa ze "zbawieniem" w innych
religiach czy "zbawieniem"
proponowanym przez różne systemy
społeczne i socjoterapeutyczne, np.
Carla Rogersa.
Należy unikać prób tworzenia
jednej wspólnej religii świata.
Należy też unikać dążności do
synkretycznego pojęcia zbawienia.
Trzeba bardziej respektować różnorodne
kształtowanie się wyobrażenia
zbawienia i tym samym ukazać
swoisty charakter każdej religii, a nie
ulegać pokusie sprowadzenia
wszystkich religii do jednego
schematu zbawienia. Przykładem może
być buddyzm, który proponuje inny
rodzaj "zbawienia" niż
chrześcijaństwo. W tym odróżnieniu
odbija się cały stan rzeczy, że
chrześcijaństwo nie jest buddyzmem
i na odwrót, buddyzm nie jest chrześcijaństwem.
W swojej nauce o zbawieniu chrześcijaństwo
jest oryginalne i jedyne w swoim
rodzaju.[3] Owa
swoistość chrześcijańskiego
zbawienia leży w dwóch zakresach
obiektywnym i subiektywnym. Pierwszy
określa, że odkupienie jest
realizowane w trynitarnej ekonomii
zbawczej, czyli leży w tajemnicy
wcielenia, śmierci i zmartwychwstania
(DI 14). Drugi, subiektywistyczny,
wyraża zbawienie jako jego realizację
przez chrześcijan. Oczywiste jest,
że podstawą wszelkich działań
subiektywnych jest podstawa
obiektywna, na której spoczywa cała
tradycja chrześcijańska wszystkich
epok historycznych. Posługiwała i nadal
posługuje się ona swoim
charakterystycznym pojęciem
zbawienia, które opiera na
wydarzeniu Jezusa Chrystusa, tj. Jego
wcieleniu, śmierci i zmartwychwstaniu.
Zbawienie realizowane przez Jezusa
Chrystusa ma swój również
specyficzny zasięg. Z jednej strony
zbawienie w Chrystusie jest
uniwersalne, a z drugiej strony byłoby
interpretowane ekskluzywistycznie.
Prawda o uniwersalności
zbawienia (1 Tm 2,4-6) głosi, że
jest jedna powszechna wola zbawcza
Boga, która obejmuje wszystkich
ludzi. Nie można jednak rozciągać
wyobrażenia zbawienia na wszystkich
w ten sposób, że bez znaczenia
jest, czy ktoś słucha i przyjmuje
Ewangelię Jezusa Chrystusa, czy też
ją odrzuca. Tak sformułowany ogólnie
pogląd spoczywa na błędnym
rozumieniu Orygenesa, który w swoim
dziele De principiis uważa, że
wszyscy będą zbawieni. Nauka ta
opierała się na teorii cyklicznej
światów. Na końcu ostatniego cyklu
Bóg zwycięży szatana i w ten sposób
ustanowi na nowo porządek stwórczy,
czego owocem będzie powrót
stworzenia do Boga. Tak wszyscy osiągną
szczęśliwość.
W czasach najnowszych poglądy te
sformułował na nowo A. T. Robinson.[4]
Oparł się on na tezie "miłości
Bożej" jako wyznaczniku
uniwersalizmu zbawienia. Na końcu
historii miłość zwycięży
wszystko w ten sposób, że nawet
uczyni niemożliwym egzystencję piekła.
Nowy Testament opiera naukę o zbawieniu
na dwóch głównych tezach. Pierwszą
jest przyjęcie powszechnej woli
zbawczej Boga (uniwersalizm). Drugą
jest natomiast wyrażenie konieczności
wiary i chrztu: "Kto uwierzy i przyjmie
chrzest, będzie zbawiony, a kto nie
uwierzy, będzie potępiony" (Mk
16,16).
Warunek ten był interpretowany
tak, że tylko ci będą zbawieni, którzy
uwierzą w Jezusa Chrystusa.
Wybitnym przedstawicielem tej nauki
był św. Augustyn. Biskup Hippony,
dystansując się od błędnie
pojmowanego uniwersalizmu Orygenesa,
zaproponował konieczność wiary
chrześcijańskiej jako niezbędnego
warunku do otrzymania zbawienia.
Klasycznym tekstem jest tu J 6,51:
"Ja jestem chlebem żywym, który
zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa
ten chleb, będzie żył na wieki.
Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało
na życie świata".
Za takim rozumieniem poszedł też
św. Tomasz, który potwierdził, że
akt wiary jest koniecznym warunkiem
zbawienia dla wszystkich (nie tylko
dla chrześcijan). Nawet dzieła świeckich
myślicieli, jak np. "Boska
Komedia" Dante Alighieriego w 19
pieśni z trzeciej i ostatniej części
swojej trylogii, "Paradiso",
wyraża konieczność wiary do
zbawienia w ten sposób:
"Nie siadł między orła pióry
Nigdy człek ziemi nie wierzący
w Chrysta,
Przed czy po wzięciu człowieczej
natury."[5]
Dziś jednak rozumiemy, że wiara
i chrzest są tylko warunkami
subiektywnymi dla ludzi, którzy
zetknęli się z orędziem
ewangelicznym, a nie oznaczają
obiektywnego ekskluzywizmu
soteriologicznego.
Słowo "pośrednik" (grec.
mesidios, mesistes) pochodzi z zakresu
języka świeckiego i oznacza
arbitra w sporze, głównie
politycznym, który należy
rozstrzygnąć między
przedstawicielami dwóch różnych
partii. W użyciu religijnym słowo
to wyraża również dwie odmienne płaszczyzny,
gdzie jedną jest Bóg, a drugą człowiek.
Między nimi istnieje absolutna
przepaść. Problem pośrednika
sprowadza się zatem do kogoś, kto
potrafi obie płaszczyzny ze sobą połączyć.
W religii egipskiej była to osoba
faraona, który był uważany za
istotę boskiego pochodzenia. Od V
Dynastrii (2460-2320) faraon był uważany
za "syna boga słońca".
Inaczej wyrażali ideę pośrednika
Żydzi. Posiadali oni wyobrażenie
Boga, którego od VIII wieku przed
Chrystusem przedstawiali jako Stwórcę
całej rzeczywistości. Drugą płaszczyzną,
równie absolutnie oddzieloną od
Boga, było stworzenie. Osobą, która
najpierw pośredniczyła między
Jahwe a narodem wybranym, był Mojżesz
(Wj 19; Pwp 5,5). Działanie pośrednika
Mojżesza dokonuje się na rozkaz
samego Boga. Tak Mojżesz wyprowadza
naród wybrany z niewoli egipskiej,
nadaje mu od Boga Prawo i zawiera w jego
imieniu Przymierze z Bogiem.
W późnym judaizmie rolę pośrednika,
głównie w dziedzinie egzekwowania
Prawa Bożego ze strony Boga, ale i zarazem
wstawiennictwa za narodem wybranym,
przejmuje Anioł Jahwe (Dn 6,2). Na
ok. 1000 lat przed narodzeniem
Chrystusa pojawiają się pośrednicy
między Bogiem a ludem w postaci konkretnych
ludzi powołanych przez Boga i posiadających
Jego moc. Są to królowie: Saul (+1004),
Dawid (+965) i Salomon (+926), którzy
zostali namaszczeni od Boga przez
proroka. Z kolei sami tzw. prorocy
więksi, a następnie kapłani
sprawujący kult świątynny, pełnią
rolę pośredników, wypraszając u Boga
łaskę lub przekleństwo dla swego
ludu przez modlitwy i składane
ofiary kultowe. Deuteroizajasz
wprowadza nową, wizjonerską postać
pośrednika. Jest nim "cierpiący
sługa Jahwe", który wstawia się
u Boga za ludem.
Nowy Testament wprowadza całkiem
nową ideę pośrednictwa. Spoczywa
ona na tajemnicy Wcielenia Boga w Jezusie
Chrystusie (1 Tm 2,5). W oparciu o tak
rozumiane pośrednictwo teologia
chrześcijańska buduje w swojej
tradycji trzy zasadnicze jego
rozumienia:[6]
Nie można w pełni mówić o rzeczywistości
Jezusa z Nazaretu bez jego Boskiego
pochodzenia w Trójjedynym Bogu.
Biblia określa Chrystusa jako Syna
Bożego, jako Słowo Boże w trzech
odsłonach:
a) jest On "Bogiem prawdziwym
z Boga prawdziwego", współistotnym
Ojcu (J 1,1); DH 125) jednorodzonym
Synem, który jest przedwieczny jak
Ojciec (Flp 2,6);
b) jako Syn odróżnia się On od
Ojca według Osoby; jest Słowem, w którym
Ojciec wypowiada się odwieczne;
c) gdyby w Trójcy nie było
Syna, to nie byłoby miłości między
Nim a Ojcem, upostaciowionej w Duchu
Świętym.
W pełny sposób pośrednictwo
Syna ukazuje się we właściwy sposób
zwłaszcza w Trójcy
ekonomiozbawczej. Autorzy biblijni
ujmowali tajemnicę odkupienia w ramach
działania Trójjedynego Boga. "Z
miłosierdzia swego zbawił nas przez
obmycie odradzające i odnawiające
w Duchu Świętym, którego wylał
na nas obficie przez Jezusa Chrystusa
Zbawiciela naszego, abyśmy,
usprawiedliwieni Jego łaską, stali
się w nadziei dziedzicami życia
wiecznego" (Tt 3,5b-7). Drugi
List do Koryntian kończy się pięknym
zwieńczeniem tej prawdy: Łaska
naszego Pana Jezusa Chrystusa (wysłużona
przez wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie),
miłość Boga Ojca (która z istoty
jest u samego Ojca) i wspólnota
Ducha Świętego - niech będzie z wami
(13,13).
Święty Augustyn ujął tę prawdę
pośrednictwa trynitarnego w oparciu
o 1 Tm 2,5 następująco: "Co
oznacza pośrednik między Bogiem a człowiekiem?
Kim jest Bóg? - Ojciec, Syn i Duch
Święty. Kim jest człowiek? -
grzesznik, bezbożnik i śmiertelnik.
Między Trójcą a tymi słabościami
i grzesznością człowieka jest Człowiek
- Chrystus jako pośrednik; jest On
nie jako grzesznik, lecz jako słaby
(infiruus), aby przez to, że nie
jest On grzesznikiem (inignuus)
pojednać ciebie z Bogiem, przez to,
że jest On słaby, jest tobie równy."
Na nauce o Trójcy Świętej
buduje Nowy Testament naukę o stworzeniu,
chrystologii i soteriologii.
Objawienie mówi o Chrystusie, że
przez Niego "wszystko się stało,
co się stało" (J 1,3). "Dla
nas istnieje tylko jeden Bóg,
Ojciec, od którego wszystko pochodzi
i dla którego my istniejemy, oraz
jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego
wszystko się stało i dzięki któremu
także my jesteśmy" ( 1 Kor 8,6;
por. Kol 1,16-17; Hbr 1,2).
Apokalipsa doda, że Chrystus jest
"początkiem stworzenia Bożego"
(3,14).
Z tych tekstów wynika, że
misterium stworzenia nie jest
zrozumiałe bez Chrystusa i w ogóle
bez nauki o Trójcy. Należy łączyć
trzy tajemnice: osobowego stwórczego
słowa Bożego, czynności stwórczej
Boga przez Słowo i bycie Boga Stwórcy
w stworzeniu. Tajemnice te
odzwierciedlają cała historię
zbawienia od stworzenia, przypadku
grzechu i odkupienia, czyli od świata
skażonego grzechem stworzenia aż po
ustanowienie "nowego stworzenia"
w Chrystusie. "Jeśli ktoś
pozostaje w Chrystusie, jest nowym
stworzeniem. To, co dawne, minęło,
a oto wszystko stało się nowe"
(2 Kor 5, 17). Stąd zrozumiałe
jest, dlaczego Apostoł mówi o końcu
historii zbawienia: "A gdy już
wszystko (dobro i zło stworzenia)
zostanie Mu (Bogu) poddane, wtedy i sam
Syn zostanie poddany Temu (Ojcu), który
Synowi poddał wszystko, aby Bóg (Trójca)
był wszystkim we wszystkim" (1
Kor 15,28).
Rzeczywistość i spełnienie
historii zbawienia mogło się dokonać,
ponieważ do tajemnicy Trójjedynego
Boga należy nie tylko zrodzenie Syna
i tchnienie Ducha, lecz także posłanie
Syna i Ducha. Tak więc wewnątrzświatowa
(inkarnacyjna) rzeczywistość
Chrystusa jako pośrednika jest umożliwiona
przez tajemnicę wcielenia Boga, o czym
jasno mówi Pismo: "Słowo (Boże)
stało się ciałem (stworzeniem) (J
1,14); Syn został objawiony w ciele
(1 Tm 3,16). "On, istniejąc w postaci
Bożej, nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem, lecz
ogołocił samego siebie, przyjąwszy
postać sługi, stawszy się podobnym
do ludzi" (Flp 2,6-7). Mimo
wcielenia pozostał On słowem Bożym,
Synem Bożym, Bogiem.
Osoba Boga-Człowieka, Jezusa
Chrystusa, stanowi tajemnicę pośrednika
Jezusa Chrystusa, bowiem pośredniczy
On ontologicznie między rzeczywistością
Boga a rzeczywistością człowieka.
Podobnie jak Trójjedyny Bóg nie
jest rzeczową czy socjologiczną
jednością Trzech Osób, lecz
osobowym Bogiem w trzech osobach,
tak też i Chrystus musi być
zrozumiały nie jako osobowa
rzeczywistość, składająca się z dwóch
natur, lecz jako rzeczywistość dwóch
natur, która jest zjednoczona w jedności
osoby Logosu.
Według św. Pawła Chrystus jest
zawsze pośrednikiem naszego
odkupienia: "wszystko zaś to
pochodzi od Boga, który pojednał
nas z sobą przez Chrystusa i zlecił
nam posługę jednania. Albowiem w Chrystusie
Bóg jednał z sobą świat, nie
poczytując ludziom ich grzechów,
nam zaś przekazując słowo jednania"
(2 Kor 5,18-19). Między Trójjedynym
Bogiem jako Źródłem jednania a nami
(ludźmi) stoi Chrystus jako pośrednik
tego jednania, jednoczący nas z Bogiem
przez swoje wcielenie i przez paschę.
"On to dla nas grzechem uczynił
Tego, który nie znał grzechu, abyśmy
się stali w Nim sprawiedliwością
Bożą" (5,21).
Chrystus jest tu pośrednikiem,
ponieważ jest Synem Bożym. Ale jest
On pośrednikiem dopiero od momentu
wcielenia, a nie już przed
wcieleniem, jak błędnie uważał
Tertulian. "Albowiem jeden jest
Bóg, jeden też pośrednik między
Bogiem a ludźmi, człowiek,
Chrystus Jezus, który wydał samego
siebie na okup za wszystkich jako świadectwo
we właściwym czasie" (1 Tm 2,5-6).
Tym pośrednikiem pojednania jest
"krew Chrystusa" (Rz 3,25;
Ef 1,7; Kol 1,14), "krew
Przymierza" (Hbr 10,29; 13,20; 1
Kor 11,25; J 5,6), przez którą
wybrani otrzymają zbawienie.
Potrzeba pośrednictwa między
Bogiem a człowiekiem nie jest czymś
dowolnym, konwencjonalnym lub
narzuconą koncepcją teologiczną,
ale wynika z natury samej
rzeczywistości, z sytuacji człowieka
jako stworzenia. Stworzenie jest
bowiem skończone, ograniczone, śmiertelne
z istoty, przemijające w nicość
samo z siebie, i dlatego, aby osiągnąć
realną i pełną relację do Boga,
musi mieć byt pośredni. Pełna
relacja człowieka jako osoby do Boga
osobowego musi zatem również mieć
osobowego pośrednika. Dlatego chrześcijaństwo
nie może istnieć bez struktury
Chrystusa jako Pośrednika.
Określenie funkcji
soteriologicznej Jezusa Chrystusa, że
jest On Zbawcą świata, każe widzieć
w Nim jedynego Pośrednika między
Bogiem a ludźmi. Powszechna wola
zbawcza Boga łączy się tu ściśle
z jedynym pośrednictwem Jezusa
Chrystusa (DI 13).
Oznacza to, że u podstaw i w centrum
chrześcijańskiej wiary i wspólnoty
kościelnej stoi konkretna,
historyczna osoba Jezusa Chrystusa,
do której wszystko się odnosi i z Niej
też wynika, ponieważ Jezus Chrystus
jest ostatecznym (eschatycznym) Bożym
Posłańcem i Jego Objawicielem. On
objawia prawdziwą istotę Boga i prawdziwą
istotę każdego człowieka jako Bożego
dziecka stworzonego na obraz Trójcy
(Rdz 1,26n) i uczestniczącego w naturze
Bożej (J 10,34n). Jako pełne
objawienie Boga i model "bycia
człowiekiem", osoba Jezusa
Chrystusa jest punktem orientacyjnym
wiary chrześcijańskiej i stanowi
klucz do rozumienia Boga, człowieka
i świata, objawienia, łaski i odkupienia,
wspólnoty eklezjalnej i jej
sakramentalnego oddziaływania
ukierunkowanego na przyszłość (eschaton),
na chrześcijańską etykę i na
praktyki życia.
Wiara chrześcijańska jest więc
centralną wiarą w "Jezusa, który
jest Chrystusem", na Niego jest
zorientowana i całkowicie do Niego
się odnosi. Jezus Chrystus bowiem
ukazuje właściwą relację "odniesienia"
człowieka do Boga i właściwą
ludzką, solidarną relację człowieka
do całego stworzenia oraz stanowi
jedyną drogę do Boga i do
zbawienia (Dz 4,12; J 14,6), ponieważ
w Nim, dla Niego i przez Niego
wszystko zostało stworzone (Kol 1,16).
Po prostu jest On początkiem i końcem
wszelkiego stworzenia.
Podobnie jak jest jedno (pełne i ostateczne)
Objawienie (DI 5), jedna Boża
historia zbawienia i jedno dzieło
zbawienia całej Trójcy (DI 10), tak
też jest jeden Pośrednik (DI 14)
tych rzeczywistości, nieba i ziemi,
Boga i człowieka, a jest nim sam Bóg-Człowiek,
Jezus Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel
(1 Tm 2,4-6).
Nie ma zatem ani wielu "Chrystusów",
ani wielu "zbawicieli".
Jedynie sam Jezus Chrystus jest pełnym
Objawicielem i pełnym Zbawcą
wszystkich ludzi. Żaden z założycieli
czy twórców religii - Zaratusztra,
Budda, Lao-cy, Konfucjusz, Mahomet
czy inni - nie stoi na równi z Chrystusem.
Jeżeli w ogóle Chrystusa można
nazwać "twórcą" religii,
to jest On założycielem religii
absolutnej, ponieważ jedynie w Nim
jest zbawienie świata (Dz 4,12), dzięki
przebłagalnej i złożonej "raz
na zawsze" ofierze odkupieńczej
(Hbr 10,12). Tak Jezus Chrystus ma
"szczególne i jedyne, Jemu
tylko właściwe, wyłączne,
powszechne i absolutne znaczenie i wartość
dla rodzaju ludzkiego i jego dziejów.
Jezus jest bowiem słowem Bożym, które
stało się człowiekiem dla
zbawienia wszystkich" (DI 15).
Ta jedyna w swoim rodzaju wyjątkowość
Chrystusa nadaje Mu znaczenie
absolutne i powszechne.
Nie ma też wielu ekonomii
zbawienia, lecz jest jedna,
uniwersalna, obejmująca wszystkie
religie (DI 9) i wszystkich ludzi
ekonomia słowa Bożego. Jedno jest
bowiem i to samo Słowo przedwieczne
i Słowo wcielone (J 1,2; Kol 1,13-20).
Nie ma więc dwóch osobnych działań
zbawczych, jednego Logosowego i drugiego
- Logosu wcielonego. Jest jedna
uniwersalna działalność zbawcza,
która nie dokonuje się poza naturą
ludzką Chrystusa, lecz w niej i poprzez
nią. Tak istnieje jedna zbawcza wola
Boża, którą realizuje cała Trójca,
ale swe centrum ma ona w tajemnicy
Wcielenia (DI 11).
Według nauki katolickiej
zbawienie jest jedynie w imieniu
Jezusa Chrystusa, jedynego Pośrednika,
"który przez wydarzenie swego
Wcielenia, śmierci i zmartwychwstania
doprowadził do końca historię
zbawienia, mającą w Nim swoją pełnię
i centrum" (DI 13; por. Dz 4,12;
1 Kor 8,5-6; 1 Tm 2,4-6; GS 10).
Natomiast inne religie, które
posiadają pewne elementy zbawcze,
mają również jakiś "współudział"
w pośrednictwie Chrystusowym, który
to współudział wszędzie musi być
podporządkowany zasadzie jednego pośrednictwa
Chrystusowego (DI 14). Także każdy
inny rodzaj i porządek pośrednictwa
musi czerpać swe znaczenie i wartość
wyłącznie z pośrednictwa
Chrystusa. Nie można bowiem pojmować
ich za równoległe lub jako uzupełniające
się pośrednictwa (DI 14;
Redemptoris missio 5). Jedyność,
powszechność i absolutność
wydarzenia Jezusa Chrystusa wypływa
z wyjątkowości, absolutności i powszechności
osoby Jezusa Chrystusa.
Zbawienie pochodzi jedynie od Boga
i jest przyrzeczone wszystkim
ludziom bez wyjątku, ponieważ jest
On Bogiem wszystkich ludzi. Tak samo
jedyny Pośrednik między Bogiem i ludźmi
- Jezus Chrystus - jest pośrednikiem
dla wszystkich ludzi bez ograniczeń,
gdyż podstawą tego pośrednictwa
jest królowanie Boga nad ludźmi i posiadanie
przez Chrystusa natury, jaką mają
wszyscy ludzie.
Chrystus nie byłby pośrednikiem
wszystkich ludzi, gdyby nie przyniósł
wszystkim możliwości zbawienia, a jednak
nim jest i to w sposób nie
wykluczający żadnego człowieka.[7]
Od momentu Wcielenia, którego celem
było wyzwolenie i zbawienie ludzkości,
pełny udział człowieka w Boskiej
naturze, "nowe stworzenie",
poznanie miłości Boga i danie
wzoru świętości - zbawienie - związane
jest nierozłącznie z osobą i historią
Jezusa Chrystusa. W Nim Boży plan
zbawienia osiągnął swoje
ostateczne spełnienie.
Prawdę tę Jezus Chrystus,
prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek,
uczynił centrum swojego
przepowiadania. On sam jest jedynym i uniwersalnym
Zbawicielem: "Albowiem jeden
jest Bóg, jeden jest też pośrednik
między Bogiem a ludźmi, człowiek,
Chrystus Jezus, który wydał siebie
samego na okup za wszystkich jako świadectwo
we właściwym czasie" (1 Tm 2,5-6;
por. też J 4,42; Hbr 5,9; 9,26). Właśnie
przez to, że jest jeden, Chrystus
stał się gwarantem powszechnej woli
zbawczej Boga. Nie ma więc
uniwersalności zbawienia bez jedyności.
Tkwi ona w Jezusie Chrystusie:
"I nie ma w żadnym innym
zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod
niebem żadnego innego imienia, w którym
moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4,12).
Tylko w Jezusie Chrystusie ludzie
mogą być zbawieni (por. 1 Tm 4,10).
Zbawienie Chrystusa obejmuje całą
ludzkość - od początku do końca,
wszelkie istoty rozumne w kosmosie.
Tak też wszelkie inne sposoby i modele
zbawienia (inne religie, inne
wyznania) są jedynie w relacji do
zbawienia wysłużonego przez Jezusa
Chrystusa. On jest jedynym i uniwersalnym
Zbawicielem. Uniwersalność ta nie
jest wynikiem światopoglądowych skłonności
do generalizowania i upowszechniania,
lecz rezultatem koncentracji w szczególności
na ukrzyżowanym i zmartwychwstałym
Synu Bożym.
Centrum Wielkiego Jubileuszu jest
chyba najwłaściwszym miejscem i czasem
przypomnienia uniwersalnej prawdy o jedynym
i powszechnym Zbawicielu - Jezusie
Chrystusie. Jest to autentyzm Kościoła!
A przy tym jest to "walka"
o jego godność i słuszną postawę
służby Duchowi Świętemu. W związku
z tym może zrodzić się pytanie,
dlaczego Kościół tak mocno i jednoznacznie
staje w obronie prawdy objawionej?
Czy takie - jak sądzą niektórzy -
"sztywne" stanowisko, jakie
obecnie prezentuje Kościół w swej
Deklaracji Dominus Iesus, nie jest
dla wielu nie tylko mało
dyplomatyczne, ale przede wszystkim i "nietolerancyjne"
względem innych?
Wszyscy wiemy, że w Kościele
nie powinno być miejsca ani na
przesadną "dyplomację",
ani tym bardziej na demokrację, która
w imię takich wartości ludzkich,
jak pluralizm i wolność, niszczy
ideę Boga chrześcijańskiego, sama
stając się bożkiem
pseudonowoczesnych społeczeństw.
W chrześcijaństwie nie chodzi
przecież o żadną atrakcyjność,
lecz o zbawienie ludzi! Dlatego
wiara katolicka pilnie strzeże
naczelnych swoich prawd: Objawienie
Chrystusowe jest w sprawach
zbawienia pełne i ostateczne;
Chrystus jest jedynym zbawcą i pośrednikiem
oraz wypływający z Jego działalności
i życia Kościół jest jedyny i jest
dla wszystkich ludzi sakramentem
zbawienia.
Gdybyśmy dzisiaj odstąpili od
tych prawd, to zniszczylibyśmy całkowicie
swoją wiarę. Wynikałoby z tego, że
podstawowa prawda soteryjna jest
relatywistyczna i całkowicie błędna.
Byłby to kres nie tylko Kościoła
katolickiego, ale i całego chrześcijaństwa,
które wywodzi się z tego samego
pnia katolickiego. Gdyby ten pień
zanegował samego siebie, odrzuciłby
całe Objawienie chrześcijańskie.
Deklaracja Dominus Iesus - jak można
się łatwo przekonać - nie narusza
żadnego z dokumentów soborowych
czy papieskich.[8]
Kontrowersje
wybuchają jedynie w związku z niezrozumieniem
ostrzeżenia "przed fałszywym i utopijnym
entuzjazmem ekumenicznym".
Deklaracja nie "zatrzaskuje
drzwi" przed dialogiem
ekumenicznym. Zaangażowanie
ekumeniczne Kościoła katolickiego
jest nieodwołalne (Jan Paweł II).
Ekumenizm jest drogą Kościoła.
Ale z drugiej strony nie można
prowadzić do utopii, że w imię
ekumenizmu Kościół będzie ustępował
z prawdy. Stąd Kościół katolicki
ukazuje swoją doktrynę, ale przy
tym nikogo nie lekceważy i przeciw
nikomu nie występuje.
Ważne jest tu stwierdzenie samego
kardynała Ratzingera, który mówiąc
o chrześcijaństwie w relacji do
innych religii, twierdzi, że "spotkanie
religii jest możliwe nie dzięki
rezygnacji z prawdy, lecz jedynie
dzięki jej głębszemu zrozumieniu.
Sceptycyzm nie łączy, podobnie jak
i czysty pragmatyzm. Stają się one
tylko okazją do rozwoju ideologii,
które wówczas są bardziej pewne
siebie. Rezygnacja z prawdy i przekonań
nie nobilituje człowieka, lecz
wydaje go rachunkowi korzyści,
pozbawia go jego wielkości".[9]
Na podstawie lektury Deklaracji
nie można również uważać, że
Wielki Jubileusz Roku 2000 przyniósł
jedynie wymowne, ale sztuczne i nawet
puste gesty. Tym bardziej nie może
być miejsca na rozczarowania czy
kontrowersje. Nie powinno się więc
sprowadzać Deklaracji do czegoś w rodzaju
"sporu grupowego" o to,
kto jest najlepszy.
Deklaracja nie wyklucza ani
zbawienia ludzi w innych religiach,
ani zbawienia dokonywanego na innych
drogach. Jedynie określa pełnię
drogi zbawienia, jaką oferuje Kościół
katolicki. Czy Jubileusz ma być
ubolewaniem nad swoimi brakami, czy
raczej donośnym głosem radości z pielęgnowanej
prawdy, za którą stoi sam Bóg?
Nie chcemy rezygnować z głoszenia
objawionej nam przez Jezusa Chrystusa
prawdy, nawet w imię największych
korzyści i przywilejów w nowych,
tworzących się wspólnotach
ludzkich! Nie chcemy rezygnować z przekonań,
które nas nobilitują do rangi
prawdziwych i wiernych uczniów
Chrystusa! Chcemy natomiast poszukiwać
głębi, która kryje się w innych
religiach i tym samym przekraczać własny
próg lepszego i rzetelnego poznania
nie tylko tego, co własne, ale też
i tego, co jest dziedzictwem innych.
U podstaw takiego "wyznania
wiary", jakim jest Deklaracja,
leży nadzieja, że chrześcijanie
najlepiej przysłużą się
ekumenizmowi, gdy każde wyznanie będzie
jak najbardziej wierne swojej wierze
i nauce, gdy będzie się doskonaliło
i wówczas wszyscy będą się mogli
otworzyć na działanie Ducha Świętego.
- Ks. Z. Morawiec:
W wystąpieniu księdza profesora zwróciło
moją uwagę wielokrotnie używane słowo
"pośrednik". Z czasów
studenckich pamiętam, jak jeden z wykładowców
mówił, iż właściwie przez te
dwadzieścia wieków teologia
zachodnia próbuje opisać postać
Jezusa właśnie za pomocą tego słowa,
to jest słowo-klucz, słowo-wytrych
- idea pośrednictwa. Zresztą bardzo
głęboko biblijna, bo to z Pisma świętego.
Potem ksiądz profesor pokazał,
jak ta idea pośrednictwa w Nowym
Testamencie nabiera nowej jakości,
chociaż już korzeniami tkwi w Starym
Testamencie. Tutaj przypominam sobie
słowa rzeczonego profesora - wykładowcy,
który prowokował nas na egzaminie.
Mówił tak: A może wymyśliłbyś
jakąś inną kategorię? Powiedzieć
o Panu Jezusie, ale nie jako o Pośredniku.
Czy jest coś, co byłoby równie nośne,
albo równie sensowne i istotne? I
nie było łatwo to zrobić.
Z historii dogmatu pamiętamy, że
wielka kontrowersja wokół osoby
Ariusza i całe zagadnienie soboru
Nicejskiego I w tym słowie miały
swe źródło. Dla niego Jezus
Chrystus nie był Pośrednikiem, bo
Ariusz nie dostrzegł komplementarnej
prawdy o całej tajemnicy Wcielenia,
a więc "Prawdziwy Bóg -
Prawdziwy Człowiek". Z Pośrednika
zrobił byt pośredni zawieszony w próżni
- między niebem a ziemią.
To wszystko ładnie się układa w taką
mozaikę, że z ontologii, z samej
wewnętrznej struktury misterium
Wcielenia nabiera kształtu historia
zbawienia. Dobrze jest, jeśli będziemy
umieli uchwycić te przejścia, jeśli
będziemy umieli zobaczyć łączność
całego ciągu rozumowania
teologicznego i kiedy ucząc się
soteriologii, nie zapomnimy, kim był
Pan Jezus, nie zapomnimy
chrystologii, kiedy ucząc się
sakramentologii czy eklezjologii nie
zapomnimy, dlaczego tak wyglądają
te tajemnice wiary. Wszystko się
zaczyna w Bogu, który tak działa,
jak jest. I tutaj się przypomina to,
co nam jeden z wykładowców ciągle
powtarzał, że operatio sequitur
esse.
- Ks. J. Szymik:
W całości się zgadzam z tym, co
usłyszałem. Chciałbym zwrócić
uwagę na coś bardzo
fundamentalnego, to znaczy na ogólną
tonację referatu księdza
Krzysztofa, na to coś, czego mi
czasem w naszej dłubaninie
teologicznej brakuje na co dzień.
Mianowicie na radość, pewien
entuzjazm z opowiedzenia się po
stronie ortodoksji. My się nie
musimy nauczania naszego Kościoła płynącego
z Rzymu wstydzić, nie musimy za nie
przepraszać świat. Możemy radośnie
je pogłębiać, rozumieć, próbować
zrozumieć, interpretować, ale nie
musimy przepraszać współczesnego
świata za to, co płynie z Watykanu.
Jest możliwa dobra, głęboka
teologia w ramach ortodoksyjnego
nauczania Kościoła. Pozornie to, co
mówię brzmi banalnie, ale to wcale
nie jest banalne w sytuacji współczesnego
świata i tych wszystkich napięć.
Jest możliwe być dobrym teologiem,
zajmować się głębokimi
teologiczno-antropologicznymi
sprawami w ramach ortodoksji. Myślę,
że ten referat księdza Krzysztofa,
był tego znakomitym przykładem.
- Ks. Z. Morawiec:
Oczywiście się z tym zgodzę,
zresztą też takie wrażenia miałem.
One były już jakoś zapowiedziane,
kiedy ksiądz profesor mówił, że będzie
bronił Dominus Iesus. To nie jest
tak, że bronimy straconej sprawy, to
jest właśnie to, co ksiądz
profesor Jerzy mówi, że można mieć
radość z tego, iż mamy solidną
doktrynę , którą sensownie można
eksplikować.
Jeszcze jedno zdanie, które mi się
narzuciło z referatu księdza
profesora. Głównie wczoraj przewijał
się wątek: czy to dobrze, kiedy mówiąc
o zbawieniu, Kościół jest
postrzegany czy uważa się za tego,
który głosi właśnie to jedyne,
powszechne i uniwersalne zbawienie w zestawieniu
z konkretnym historycznym
wydarzeniem. Czy nie byłoby lepiej
pokazać, że w porządku, są też
inni pośrednicy, inne tradycje itd.
I ksiądz profesor powiedział taką
myśl, ja ją może sparafrazuję:
"Jeśli zbawienie jest, to jest
właśnie dlatego, że jest jedyne i powszechne".
To jest też krzepiące. Wbrew
pozorom tu nie ma żadnego
ekskluzywizmu, tu jest jak największa
otwartość. Jeśli zbawienie jest, a wierzymy,
że jest, to jest właśnie dlatego,
że jest wyłączne i że jest
jedyne w osobie Jezusa Chrystusa.
Dziękuję bardzo.
- Ks. K. Góźdź:
Dziękuję za te piękne słowa, na
które to nie ja zasłużyłem jako
to narzędzie. Chciałem księżom
powiedzieć, przede wszystkim księżom
klerykom, żebyście czerpali z tej
naszej radości bycia kapłanem, bo
kapłan to jest też pośrednik,
oczywiście w tej mediacji jedynego
Pośrednika - Jezusa Chrystusa, żebyście
w tych dzisiejszych czasach, kiedy
rzeczywiście każdy uważa, że on
ma tylko rację, a inny nie, kiedy
wzajemnie potrafimy się nawet zabijać,
także fizycznie, nie tylko
psychicznie, żebyście Wy, księża,
mieli w przyszłości i już teraz
tę pewność bycia na swojej drodze,
że to, co robicie nie jest tylko
wymysłem Księdza Rektora, Biskupa...,
ale że jest to badanie waszej służby,
waszego powołania w tej jedynej służbie
Jezusa Chrystusa jako Pośrednika.
Żeby krzyż z wpisanym sercem był
dla Was znakiem szczęśliwej winy,
zbawczej miłości. Nie byłoby
serca, gdyby nie było krzyża. Niech
to wasze posłannictwo, do którego
się przygotowujecie, do którego Was
prowadzą wasi przełożeni i profesorowie,
będzie odtrutką na to, co jako
ludzie doświadczacie w tym świecie.
I jeżeli Wy z taką nadzieją będziecie
ludziom mówić z przekonaniem zwykłą,
prostą prawdę, to oni w końcu
jakoś do tej prawdy dojdą. To jest
też jakaś misja, apostolstwo, jakiś
nowy sposób ukazania człowieka, który
żyje tym; on chce to głosić, on to
ma, on żyje tym naprawdę.
Dlatego przede wszystkim nie bójmy
się głosić prawdy, bo jesteśmy, w dobrym
tego słowa znaczeniu, rzemieślnikami
Jezusa Chrystusa. To znaczy kujemy to
wspólne zadanie - pomoc w zbawieniu
wszystkich. Jak my to zbawienie
rozumiemy, trzeba dociekać też poza
modlitwą, intelektualnie, trzeba tę
objawioną prawdę zgłębić, i do
tego są studia. Dlatego nie należy
się gorszyć różnicą zdań, bo są
to kontrowersje, które służą nie
jakiś podziałom, ale wzajemnemu
ubogacaniu się, docieraniu do niektórych
rzeczy. Gdyby nie było tych wielkich
błędów w dziejach Kościoła, to
nie doszedłby on, aż tak doskonale
do niektórych prawd, które sam
stworzył, które sprecyzował w pewnym
oddźwięku danego czasu, który je
wyrażał. A istota zawsze jest ta
sama, tyle że prawda jest
przekazywana w różnym języku,
zrozumiałym dla danej epoki.
Przypisy
1 Jan
Paweł II o deklaracji Dominus Iesus
z przemówienia przed modlitwą
"Anioł Pański" (1.10.2000).
2 Por.
M. Rusecki, Eklezjotwórczy wymiar
Eucharystii, [w:] tenże, M. Cisło (red.),
Jezus eucharystyczny, Lublin 1997, s. 167.
3 Por.
Cz. S. Bartnik (red.), Teologiczne
rozumienie zbawienia, Lublin 1979.
4 In
the End God, London 1968.
5. D.
Alighieri, Boska Komedia, Warszawa
1959, s. 393.
6 Por.
J. Auer, Kleine Katholische Dogmatik,
t. IV/2, Regensburg 1988, s. 156-160.
7 K. Góźdź,
Jezus Chrystus - uniwersalny
Zbawiciel, [w:] M. Rusecki, E. Pudełko
(red.), Katechizm Kościoła
Katolickiego. Wprowadzenie, Lublin
1995, s. 89.
8 Por. W. Kasper, Ekemenizm drogą
Kościoła, "Tygodnik Powszechny"
nr 41 (z 8.10.2000), s. 11.
9 J. Ratzinger, Dialog religii
oraz relacja chrześcijaństwa do
judaizmu, "Ethos" 13 (2000),
nr 1-2, s. 211.