Jak wskazuje sam
podtytuł Deklaracji Dominus Iesus -
"o jedyności i powszechności
zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła"
- podejmuje ona dwa istotne,
fundamentalne zagadnienia teologii
chrześcijańskiej: chrystologiczne i eklezjologiczne.
Choć, szczególnie w teologii
katolickiej, dyscypliny te są ze sobą
ściśle powiązane, można je wyodrębnić.
Tak zresztą czyni klasyczny podział
teologii na traktaty, tak też czyni
Dominus Iesus. Pierwsze trzy rozdziały
poświęcone są zagadnieniom
chrystologicznym, zaś trzy pozostałe
zagadnieniom eklezjologicznym. Celem
tego wystąpienia będzie
przedstawienie i usytuowanie w świetle
Deklaracji chrystologii trzech współczesnych
teologów związanych mniej lub
bardziej z pluralistyczną teologią
religii: Johna Hicka, Raymoundo
Panikkara i Jacquesa Dupuis. W moim
wystąpieniu, które siłą rzeczy będzie
miało charakter powierzchowny, chciałbym
pokazać, jak wielka przepaść
istnieje między tezami J. Hicka i R.
Panikkara z jednej strony, a tezami
J. Dupuis z drugiej. Kryterium
analizy i oceny wszystkich tez będzie
Deklaracja Dominus Iesus, szczególnie
jej trzy pierwsze rozdziały. W rozdziałach
tych stwierdza się m.in., iż:
- "w Jezusie
Chrystusie dokonało się pełne i ostateczne
objawienie zbawczej tajemnicy Boga.
Dlatego słowa, czyny i całe
historyczne wydarzenie Jezusa, chociaż
są ograniczone jako rzeczywistość
ludzka, mają jako podmiot Osobę Bożą
wcielonego Słowa , a zatem zawierają
w sobie ostateczne i pełne
objawienie zbawczych dróg Boga,
aczkolwiek głębia tajemnicy Bożej
sama w sobie pozostaje
transcendentna i niewyczerpana.
Prawda o Bogu nie zostaje przekreślona
ani uszczuplona przez to, że jest
wypowiedziana ludzkim językiem"
(DI 6);
- "Jezus z Nazaretu,
Syn Maryi - i tylko On - jest Synem
i Słowem Ojca. Słowo, które było
na początku u Boga (J 1,2),
jest tym samym, które stało
się ciałem" (J 1,14)
(DI 10);
- istnieje ścisła
więź "pomiędzy tajemnicą
zbawczą Słowa wcielonego i tajemnicą
Ducha Świętego, urzeczywistniającego
jedynie zbawczy wpływ Syna, który
stał się człowiekiem, w życiu
wszystkich ludzi powołanych przez
Boga do jedynego celu - zarówno
tych, którzy historycznie
poprzedzili Słowo wcielone, jak i tych,
którzy żyją po Jego wejściu w historię"
(DI 12);
- "postać
Jezusa ma taki walor zbawczy, iż
jedynie On, jako Syn Boży wcielony,
ukrzyżowany i zmartwychwstały, z polecenia
Ojca i w mocy Ducha Świętego, ma
zadanie przynieść objawienie (por.
Mt 11,27) i życie Boże (por. J 1,12;
5,25-26; 17,2) całej ludzkości i każdemu
człowiekowi" (DI 15).
Ogólna teza mego
wystąpienia brzmi następująco: głównym
i zasadniczym kryterium ortodoksyjności
chrześcijańskiej chrystologii jest
postrzeganie Jezusa Chrystusa jako
"prawdziwego Boga i prawdziwego
człowieka", jako pełne i normatywne
objawienie Boga oraz jako jedynego i powszechnego
Zbawiciela wszystkich ludzi.
W swoich książkach
poświęconych chrześcijańskiej
teologii religii J. Hick wzywa
chrystologię chrześcijańską do
dokonania swoistej "rewolucji
kopernikańskiej"[1].
Rewolucja Kopernika polegała na
odkryciu, że to nie Słońce kręci
się wokół Ziemi, ale Ziemia wokół
Słońca. Rewolucja w teologii, jaką
proponuje Hick, to radykalna zmiana
spojrzenia na inne religie i na ich
relacje do chrześcijaństwa - zmiana
spojrzenia, która zasadza się na
nowej, odmitologizowanej
interpretacji tożsamości Jezusa
Chrystusa i tajemnicy Wcielenia. W ujęciu
klasycznej teologii - stwierdza Hick
- inne religie krążyły wokół
chrześcijaństwa, jak przed
Kopernikiem Słońce krążyło wokół
Ziemi. W ujęciu teologii
pluralistycznej wszystkie tradycje
religijne, z chrześcijaństwem włącznie,
krążą wokół Boga, który jako
jedyny znajduje się w centrum. Ale
to nie wszystko. Zdaniem Hicka, to
nie tylko chrześcijaństwo jako
religia winno zejść z centrum na
orbitę, ale również sam Jezus
Chrystus. Innymi słowy, uważa on,
że radykalna krytyka
eklezjocentryzmu z jego aksjomatem
"Extra Ecclesiam salus nulla"
nie może zatrzymać się na tezach
teologii inkluzywistycznej -
reprezentowanej obecnie przez większość
teologów chrześcijańskich oraz
przez Magisterium Kościoła i Deklarację
Dominus Iesus - lecz musi iść
dalej, tzn. postawić w centrum Boga
i uznać Jezusa Chrystusa za jedną
z wielu manifestacji działania Boga
ad extra i jednego spośród wielu
pośredników zbawczej łaski Boga.
Innymi słowy, Hick nie tylko odrzuca
jedyność chrześcijaństwa jako
religii, ale także jedyność Jezusa
Chrystusa jako jednego i powszechnego
Zbawiciela wszystkich ludzi oraz jako
Tego, w którym Bóg objawił się w sposób
pełny i normatywny. Mówiąc
jeszcze inaczej, centralnym punktem
krytyki tzw. klasycznej teologii
religii (jaką jest obecnie koncepcja
inkluzywistyczna) przez J. Hicka jest
jego krytyka jedyności Jezusa
Chrystusa jako "prawdziwego Boga".
Na niej się zasadza i z niej wypływa
cała pluralistyczna teologia tego
angielskiego teologa i filozofa
religii.
Hick krytykuje i w konsekwencji
odrzuca ortodoksyjną chrystologię,
która postrzega Jezusa z Nazaretu
jako "prawdziwego Boga i prawdziwego
człowieka", jako wcielonego
Boga, który stał się człowiekiem.
Jego zdaniem ta "klasyczna
chrystologia" jest błędna, gdyż
pojmuje Boże Wcielenie w sposób
literalny i dosłowny. Podobnie w sposób
literalny i dosłowny pojmuje ona
boskość Jezusa. Hick podaje trzy
argumenty sprzeciwiające się owej
klasycznej chrystologii. Po pierwsze,
sam Jezus nie nauczał, że jest
"prawdziwym Bogiem", że
jest Bogiem wcielonym[2].
Po drugie, wiara Kościoła,
zdefiniowana na soborach Nicejskim i Chalcedońskim,
że Jezus Chrystus jest "prawdziwym
Bogiem i prawdziwym człowiekiem"
nigdy nie została wyrażona w sposób
satysfakcjonujący ani nasz rozum,
ani naszą wiarę. W końcu, po
trzecie, wiara chrześcijan w bóstwo
Jezusa Chrystusa, i w konsekwencji w wyższość
chrześcijaństwa nad innymi
religiami była w historii powodem
wielu tragicznych konsekwencji. Dla
tych trzech racji Hick opowiada się
za metaforycznym rozumieniem Bożego
Wcielenia oraz boskości Jezusa. W moim
omówieniu skupię się na dwóch
pierwszych racjach z pominięciem
trzeciej.
Zdaniem Hicka,
historyczny Jezus nie pojmował
siebie samego jako wcielonego Boga.
Jezus nie mówił o sobie tego, co
wraz z soborami nicejskim i chalcedońskim
stanie się oficjalną doktryną Kościoła
odnośnie do tożsamości Jego Osoby[3].
Hick uważa, że na
podstawie Ewangelii nie można
udowodnić, iż Jezus nawet w sposób
domyślny (czyli implicite) rozumiał
swoją tożsamość jako boską. W jego
opinii ani słowo "abba",
poprzez które Jezus wskazywał na
swoją intymną relację z Bogiem,
ani nawet Jego odpuszczanie grzechów
(zob. Mk 2,1-12) nie są wystarczającymi
argumentami za chrystologią
implicite Jezusa[4].
Natomiast słowa Jezusa znajdujące
się w Ewangelii Jana, typu: "Ja
i Ojciec jedno jesteśmy",
"Nikt nie przychodzi do Ojca jak
tylko przeze Mnie", czy "Kto
Mnie zobaczył, zobaczył i Ojca",
nie mogą, zdaniem Hicka, pochodzić
od samego Jezusa[5].Także
zmartwychwstanie Jezusa nie jest
wystarczającym argumentem przemawiającym
za Jego boskością. W artykule z 1977
roku, znajdującym się w książce
o znamiennym tytule: Mit Boga
Wcielonego, Hick pisze: "należy
wątpić w to, że zmartwychwstanie
(...) widziane było przez uczniów
Jezusa jako dowodzące Jego boskości.
Gdyż powstanie ze śmierci do życia,
rozumiane w najbardziej literalnym
sensie, nie było w tamtych czasach
i tamtych środowiskach tak całkowicie
wstrząsające (so utterly earth-shaking)
i niesamowite, jak to jest dla współczesnego
człowieka"[6].
Na podstawie pierwszego wystąpienia
Piotra w dniu Pięćdziesiątnicy (Dz
2,22 i 36) Hick argumentuje, że dla
pierwszych chrześcijan
zmartwychwstanie nie było dowodem na
boskość Chrystusa, ale jedynie na
to, że był On człowiekiem wybranym
przez Boga oraz że został
ustanowiony Mesjaszem i Panem[7].
Zdaniem Hicka także
chrystologie Nowego Testamentu nie
opowiadają się jednoznacznie za bóstwem
Jezusa. Szczególnie Ewangelie
synoptyczne przedstawiają Jezusa
jako człowieka, który w sposób
wyjątkowy był świadomy Boga,
dlatego więc postrzegano Go jako człowieka
Bożego (man of God). Jego życie tętniło
Bożym życiem, czego rezultatem były
Jego cudotwórcze czyny oraz
autorytet, z jakim nauczał o Bogu.
Nieustannie żył On w niewidzialnej
obecności Boga. Jego duch otwarty był
na Boga, a Jego życie było całkowitą
odpowiedzią na Bożą łaskę.
"Gdybyśmy ty lub ja - pisze
Hick - spotkali Go w pierwszym wieku
w Palestynie (...), czulibyśmy się
głęboko poruszeni i wezwani (challenged)
Jego obecnością. (...) W ten sposób
w obecności Jezusa czulibyśmy, że
znajdujemy się w obecności Boga".
To powiedziawszy, Hick natychmiast
przestrzega swego czytelnika: "nie
w sensie jakoby człowiek - Jezus
literalnie był Bogiem, ale w sensie,
że był On tak całkowicie świadomy
Boga, że mogliśmy uchwycić coś z tej
świadomości poprzez duchowe zarażenie
się"[8].
Oto w skrócie obraz Jezusa, jaki ma
Hick na podstawie Ewangelii
synoptycznych. Jezus nie jest Bogiem,
lecz człowiekiem, który w sposób
szczególny jest otwarty na Boga, człowiekiem,
w którym w wyjątkowy sposób Bóg
jest obecny i działający.
Hick uważa również,
że w Nowym Testamencie oraz w teologii
trzech pierwszych wieków chrześcijaństwa
język określający Jezusa jako
"Pana", "Zbawiciela",
"Syna Bożego" i "Boga"
"generalnie wydaje się być
bardziej językiem pobożnościowym
lub ekstatycznym, lub liturgicznym (lub
trzema na raz), aniżeli precyzyjnym
językiem formuł teologicznych"[9]o znaczeniu
metafizycznym. Hick mówi, iż był
to język analogiczny do języka miłości,
który ma to do siebie, że jest
ekstrawagancki i przesadny i którego
nie można traktować w sposób dosłowny,
literalny i metafizyczny. Innymi słowy,
podobnie słowa zakochanego mężczyzny
mówiącego do swojej ukochanej:
"jesteś najpiękniejszą kobietą
na świecie" wcale nie oznaczają,
że obiektywnie i w sensie dosłownym
jest ona najpiękniejszą kobietą na
świecie, tak słowa chrześcijan mówiące
o Jezusie, że jest "Zbawicielem",
"Synem Bożym" i "Bogiem"
nie oznaczają, że obiektywnie w sobie
samym Nim jest, ale wyrażają
jedynie ich szczególną więź z Jezusem,
podobną do więzi miłości, jaka
istnieje między dwiema kochającymi
się osobami.
Podsumowując,
zdaniem Hicka, ani sam Jezus nie
pojmował siebie samego jako Syna Bożego
i Boga w sensie metafizycznym, ani
pierwsi chrześcijanie tak Go nie
pojmowali. Przechodzenie z metaforycznego
na metafizyczne pojmowanie bóstwa
Jezusa i Jego Bożego synostwa zaczęło
się na początku II wieku wraz z Prologiem
do czwartej Ewangelii, a ukoronowaniem
tego procesu były sobory Nicejski i Chalcedoński.
To na nich została opracowana tzw.
chrystologia klasyczna, która
zdeterminowała oficjalny język Kościoła
na następne 15 wieków.
Na tak postawione
pytanie odpowiedź Hicka jest
negatywna. Uważa on, że
chrystologia mająca swoje źródło
w definicjach soborów Nicejskiego i Chalcedońskiego,
która widzi w Jezusie "prawdziwego
Boga i prawdziwego człowieka",
jest filozoficznie niespójna i religijnie
nie do zaakceptowania. Nie wystarczy
bowiem powiedzieć - jak mówi sobór
Chalcedoński - że Jezus posiada
dwie natury, boską i ludzką, które
istnieją w Nim "bez zmieszania
i bez zmiany oraz bez rozdzielenia i rozłączenia".
Określenie to - zauważa Hick -
stawia nas przez tajemnicą, która
nie jest boska, ale która została
stworzona przez ludzi w połowie V
wieku. Określenie to miałoby sens -
mówi Hick - gdyby udało się "artykułować
w sposób zrozumiały [dla rozumu]
ideę, że ktoś mógłby jednocześnie
posiadać w pełni naturę boską,
tzn. posiadać wszystkie istotne
atrybuty boskie, i jednocześnie w pełni
naturę ludzką, tzn. posiadać
wszystkie istotne atrybuty ludzkie"[10].
Hick pyta: "jak ten sam człowiek
może jednocześnie wcielać atrybuty
Boga i człowieka, które najwyraźniej
są niespójne? Bóg jest wieczny,
podczas gdy ludzie mają bycie w czasie;
Bóg jest nieskończony, ludzie są
skończeni; Bóg jest stworzycielem
wszechświata, w tym również
ludzkości, podczas gdy ludzie są częścią
Bożego stworzenia; Bóg jest
wszechmocny, wszechwiedzący,
wszechobecny, podczas gdy ludzie są
zlokalizowani w przestrzeni i tak
dalej". Hick nazywa to "niekompatybilnym
problemem atrybutów"[11].
Wedle niego rozwiązanie
tego problemu, jak i próba wyjaśnienia
pojęcia "Bóg-człowiek"
nie udało się ani soborowi Chalcedońskiemu,
ani żadnej innej chrystologii przed
i po tym soborze. "Rezultat
jest taki - pisze Hick - że
odziedziczyliśmy oryginalną formułę
Chalcedonu, ale bez jasno określonego
jej znaczenia"[12].
Rozwiązanie
J. Hicka: Metafora Boga Wcielonego
Wobec impasu, do
jakiego prowadzą wszelkie teorie
pragnące pozostać wierne
perspektywie Chalcedonu, jedynym
rozwiązaniem, jakie widzi Hick, jest
rozumienie Wcielenia nie w sensie
dosłownym, lecz w sensie
metaforycznym. Taki też jest tytuł
jednej z jego książek: Metafora
Boga Wcielonego (1993). Rozumienie
metaforyczne różni się od
rozumienia literalnego, czyli dosłownego.
Metafora jest tropem, formą językową,
za pomocą której mówiąc o jednej
rzeczy, wskazujemy na inną. Mówimy
np. o "pokarmie do myślenia"
lub o "niebieskim Ojcu",
lub o "Baranku Bożym". Język
metafory jest językiem zrozumiałym
dla ludzi. W swojej książce Hick
przytacza wypowiedź Ewy Burrows z Armii
Zbawienia, która powiedziała:
"chcemy być wcieleniem
Chrystusa w świecie"[13].
Jest to oczywiście metafora, która
niemniej komunikuje coś istotnego,
gdy chodzi o nasze rozumienie tożsamości
członków Armii Zbawienia - chcą
oni być wcieleniem Chrystusa w świecie.
Zdaniem Hicka, także rzeczywistość
Bożego wcielenia w Jezusie
Chrystusie należy rozumieć w kategoriach
metafory, a nie metafizyki[14].
Według Hicka, jeśli
spojrzymy na Boże Wcielenie w perspektywie
metafory, to będziemy mogli
powiedzieć przynajmniej trzy rzeczy
o tym, co zostało wcielone w osobie
i życiu Jezusa. Każda z tych
trzech rzeczy stanowi jakiś aspekt
tego, że "Jezus był człowiekiem
wyjątkowo otwartym ma Bożą obecność"[15].
Oto owe trzy rzeczy, które można o Jezusie
powiedzieć:
"(1) Tak dalece,
jak Jezus czynił Bożą wolę, Bóg
działał przez Niego na ziemi i był
w tym względzie w życiu Jezusa;
(2) Tak dalece, jak
Jezus czynił Bożą wolę, On ideał
ludzkiego życia, przeżytego w otwartości
i odpowiedzi na Boga;
(3) Tak dalece, jak
Jezus żył życiem miłości dającej
samą siebie, czyli agape, On miłość,
która jest skończonym odbiciem
nieskończonej Bożej miłości"[16].
Ujmując
schematycznie, powiedzieć można, iż
dla J. Hicka:
1. Jezus był człowiekiem,
który w sposób wyjątkowy był świadomy
Boga, otwarty na Boże działanie w swoim
życiu i zezwalający Bogu działać
w Nim i przez Niego.
2. W konsekwencji Bóg
był obecny w Jezusie i działał
przez Niego, tak jak w nikim innym w tamtych
czasach.
3. W swoim życiu całkowicie
nakierowanym na służbę Bogu i innym
ludziom Jezus "wcielił" na
sposób ludzki nieskończoną Bożą
miłość do nas. W konsekwencji, z jednej
strony Jezus "wcielał"
ideał ludzkiej odpowiedzi na Boże
działanie, a z drugiej strony
"wcielił" bycie Boga dla
nas. Tak bardzo Bóg był obecny i działający
w Jezusie, że dla ludzi, którzy Go
spotykali, Jezus był "Bogiem
dla nas", choć w sobie samym,
ontologicznie, nie był On Bogiem,
lecz jedynie człowiekiem.
4. Postawa i nauczanie
Jezusa są dla nas wezwaniem do
podobnej otwartości na Boga i odpowiedzi
na Boże działanie w naszym życiu.
5. Postrzegając
Jezusa w ten właśnie sposób,
chrześcijanie mogą uznawać Go jako
Pana i Nauczyciela, ale nie w sensie
dosłownym jako Boga i Zbawiciela;
ale najwyżej w sensie metaforycznym.
6. Uznanie, że w Jezusie
Bóg był obecny i działający,
pozostawia otwartym kwestię Bożej
obecności i Bożego działania w innych
postaciach, założycielach i prorokach
innych religii. Uznanie, że w Jezusie
Bóg, mocą swego Ducha (łaski), był
obecny i działający w sposób
"pełny", "absolutny"
i "jedyny", wcale nie
wyklucza stwierdzenia, iż tak samo Bóg
było obecny i działający w sposób
"pełny", "absolutny"
i "jedyny" w innych
postaciach religijnych.
Taka jest
chrystologia J. Hicka. Takie jest
jego rozumienie tożsamości i jedyności
Jezusa Chrystusa. Niestety, dwa
najbardziej zasadnicze stwierdzenia
chrystologiczne odnoszące się do
Jezusa, które znajdujemy w chrystologii
klasycznej i w większości współczesnych
chrystologii oraz w Dominus Iesus w rozdziałach
I i III, są u Hicka zanegowane.
Przeczy on zarówno temu, że Jezus
jest pełnym i normatywnym
objawieniem Boga[17],
jak i temu, że jest On jedynym i powszechnym
Zbawicielem wszystkich ludzi. W chrystologii
Hicka Jezus nie jest Zbawicielem, a przynajmniej
nie jedynym i powszechnym
Zbawicielem wszystkich ludzi. Jest On
duchowym przywódcą, który ze względu
na swoją otwartość na Boga i Boże
działanie w Nim i przez Niego
ukazuje nam Boga i prowadzi do Niego.
Jest On tym, za którym idąc
odnajdujemy siebie samych w Bożej
obecności i w którym odnajdujemy
Boże znaczenie dla naszego życia.
Na tym u Hicka polega jedyność i wyjątkowość
Jezusa. Niemniej podobną jedyność
i wyjątkowość posiadają
nauczyciele i duchowi przywódcy
innych religii.
Zatem konsekwencją
hickowskiego metaforycznego
rozumienia Wcielenia jest
zaprzeczenie prawdziwego bóstwa
Jezusa Chrystusa. Hick przeczy bóstwu
Jezusa, gdyż jego uznanie oznaczałoby
uznanie jedyności i wyższości
chrześcijaństwa nad innymi
religiami - a to dla niego jest nie
do przyjęcia.
Zasadnicza różnica,
z której wynikają wszystkie inne,
dotyczy jego rozumienia Osoby Jezusa
Chrystusa, czyli chrystologii. Jak
widzieliśmy, J. Hick w swoim
metaforycznym rozumieniu Wcielenia
odmawia Jezusowi bycia "prawdziwym
Bogiem". Konsekwencją tej tezy
jest negacja stwierdzenia, że w Jezusie
Chrystusie Bóg objawił się w sposób
pełny i normatywny oraz że Jezus
Chrystus jest jedynym i powszechnym
Zbawicielem wszystkich ludzi.
Wynikiem tego jest również
sprowadzenie chrześcijaństwa do
rangi religii jak każda inna.
Deklaracja Dominus Jesus, której
podtytuł brzmi "o jedności i powszechności
Jezusa Chrystusa i Kościoła",
jest całkowitym zaprzeczeniem
wszystkich istotnych tez teologii
religii Johna Hicka.
Raymundo PANIKKAR
znany jest przede wszystkim ze szczególnego
rozumienia więzi między Jezusem
historycznym a Chrystusem wiary.
Najbardziej znana jest jego książka
pt. Nieznany Chrystus hinduizmu[18].
Napisana została w celu zbliżenia
hinduizmu i chrześcijaństwa. W "Przedmowie"
do pierwszego wydania, Autor
stwierdza, iż celem książki jest
"pokazanie żywej obecności
Chrystusa w hinduizmie"[19].
Panikkar pragnie
pokazać, iż Chrystus jest obecny i działa
w wyznawcach hinduizmu nie pomimo
czy też obok ich religii, ale w niej
samej i przez nią. "Chrystus -
stwierdza teolog indyjski - jest nie
tylko ontologicznym celem hinduizmu,
ale także Tym, który inspiruje, a Jego
łaska jest prowadzącą - choć
ukrytą - siłą, która pcha
hinduizm ku swemu pełnemu odkryciu.
Jest On Zasadą (Principle),
która mówiła do ludzi i działała
już przed Abrahamem. Był On obecny
w tej skale, którą z taką
niepewnością uderzył Mojżesz. Był
On w samym Mojżeszu, kiedy ten
zdecydował się podzielić życie
swego ludu"[20].
W pierwszej wersji swojej książki
Panikkar podkreśla, że Chrystus
jest jedynym źródłem wszelkiego
autentycznego doświadczenia
religijnego, że jest punktem
ontologicznego spotkania chrześcijaństwa
i hinduizmu. W "Przedmowie"
do tego wydania, Autor stwierdza, iż
przedstawiona w dziele teza wypływa
bezpośrednio z tradycji doktryny
chrześcijańskiej.
Zdaniem J. Dupuis, co
do tożsamości Chrystusa i Jego
obecności w chrześcijaństwie i innych
religiach[21]
wiele jest w tej książce
wieloznaczności, niemniej opisany w niej
Chrystus "wydaje się być
Chrystusem wiary, tak jak Go rozumie
tradycja chrześcijańska: jako osobiście
tożsamego z Jezusem przed-paschalnym,
lecz przemienionego w swoim ludzkim
istnieniu przez tajemnicę
Zmartwychwstania. Sprawy - kontynuuje
dalej Dupuis - wydają się ulec
zmianie w ostatnich dziełach
Panikkara"[22],
wśród których jest kolejne
poprawione i powiększone wydanie
Nieznanego Chrystusa hinduizmu[23].
We "Przedmowie"
do drugiego wydania (z 1981 r.)
Panikkar stwierdza, iż zachowuje w nim
to wszystko, w co nadal wierzy. We
"Wstępie", w dwóch
punktach, Autor daje nową
interpretację tego, co napisał
kilkanaście lat wcześniej, oraz
przedstawia zmiany, jakie nastąpiły
najpierw w latach 1957-1976, a następnie
w roku 1979. Wyrażone jest w nim
nowe rozumienie Chrystusa, dlatego
zasadniczo na nim skupimy naszą uwagę.
W porównaniu z wydaniem
z 1964 roku, pierwsza zmiana dotyczy
już samej zapowiedzi pierwszego
rozdziału książki. Poprzednio
Panikkar mówił o żywej obecności
Chrystusa w hinduizmie. Obecnie, w wydaniu
z 1981 roku, poprawionym i powiększonym,
mówi on o żywej obecności w hinduizmie
"tej Tajemnicy, którą chrześcijanie
nazywają Chrystusem"[24].
Jak widać, dla Panikkara słowo
"Chrystus" nie jest
konstytutywnie i ekskluzywnie związane
z osobą Jezusa z Nazaretu, lecz
oznacza w sensie szerokim "Tajemnicę"
(Mystery). W innym miejscu Autor
stwierdza: "Należy dodać, że
Chrystus nigdy nie będzie całkowicie
znany na ziemi, ponieważ byłoby to
równoznaczne z widzeniem Ojca (por.
J 14,9), którego nikt nie może oglądać
(por. J 1,18). Było nawet czymś
dobrym, że Chrystus zniknął i odszedł
(por. J 16,7). Inaczej ludzie
uczyniliby Go królem (por. J 6,15),
lub Bogiem (por. Mk 10,18; Łk 18,19;
Mt 19,17)"[25].
Oto jak teraz teolog
indyjski określa temat swojej książki:
"Nie mówię o nieznanej dla
hinduizmu zasadzie, ani o nieznanym
dla chrześcijaństwa wymiarze
boskim, lecz o tej nieznanej
rzeczywistości, którą chrześcijanie
nazywają Chrystusem, odkrytej w sercu
hinduizmu, nie jako będącej mu obcą,
ale jako będącej jego zasadą życia
...". Kiedy zatem w wydaniu z 1981
roku Panikkar interpretuje to, co
wcześniej napisał o Ukrytym
Chrystusie hinduizmu, to wcale nie
chodzi mu jedynie i wyłącznie o Jezusa
z Nazaretu. Dla niego bowiem, jeśli
prawdziwym jest stwierdzenie, że
"Jezus jest Chrystusem",
stwierdzenie odwrotne, a mianowicie
że "Chrystus jest Jezusem",
jest fałszywe.
Oto co pisze:
"(.)chciałem pokazać w tej
książce, że nawet jeśli chrześcijanin
wierzy, iż stwierdzenie jest czymś
więcej niż abstrakcyjnym
stwierdzeniem, a mianowicie jest
wyznaniem wiary, to zdanie to nie
jest identyczne ze zdaniem . W podobny
sposób utrzymywałem, że
stwierdzenie nie może być tak po
prostu odwrócone"[26].
W opinii Panikkara
zatem Chrystus oznacza więcej niż
Jezus i Pan oznacza więcej niż
Chrystus. Jego zdaniem, chrześcijanin
"nie może powiedzieć, że
Chrystus jest jedynie (only) Jezusem".
Nie może tego uczynić z dwóch
powodów: najpierw z racji
filozoficznych, bo "jest (is)
nie potrzebuje oznaczać jest-jedynie
(is-only)"; a następnie z racji
teologicznych, bo "w rzeczy
samej zmartwychwstały Jezus oznacza
więcej (aliud, nie alius) aniżeli
Jezus z Nazaretu, który jest
jedynie identyfikacją praktyczną (practical
identification) różną od tożsamości
osobowej (personal intentity)"[27].
W słowach tych mamy do czynienia z radykalnie
pluralistyczną interpretacją
stwierdzenia, iż Jezus z Nazaretu
jest "totus Deus", ale nie
"totum Dei".
Rozróżnienie to
spotykamy np. u J. Hicka, który
argumentuje, iż Jezus Chrystus jest
totus Deus, ponieważ jest On aktywną
miłością Boga na ziemi, bez bycia
jednak totum Dei, ponieważ nie
wyczerpuje On w sobie miłości Boga[28].
Dla Panikkara natomiast Chrystus lub
Logos był totus Deus i jako taki był
całkowicie (totus) obecny i działający
w Jezusie z Nazaretu, bez bycia
jednak całkowicie (totum) w Nim
zawartym i do Niego ograniczonym.
Podobnie chrześcijanin nie może
powiedzieć, że tylko Jezus jest
Panem, gdyż - argumentuje Panikkar -
jego poznanie Pana nie jest wyczerpujące.
Nie oznacza to - stwierdza dalej
Autor - że istnieje wielu Chrystusów
czy Logosów.
Główna afirmacja
Panikkara dotyczy zatem radykalnego
rozróżnienia - które zdaniem
Dupuis prowadzi do oddzielenia[29]-
między kosmicznym Chrystusem lub
Logosem a Jezusem z Nazaretu.
Konsekwencją tego jest stwierdzenie,
że Chrystus lub Logos, którego
chrześcijanie spotykają w Jezusie,
oznacza "nieznaną Rzeczywistość",
"Tajemnicę" lub "rzeczywistość
kosmoteondryczną", która
przyciąga wszystkich innych ludzi,
która nazywana jest wielością
imion i którą chrześcijanie
nazywają "Chrystusem"[30].
Stąd - zdaniem
Panikkara - wyzwanie i dylemat
jednocześnie, przed jakim się
znajduje współczesny chrześcijanin,
przedstawia się następująco:
"albo zrezygnować z powszechności
Chrystusa, gdyż współczesna świadomość
nie może zaakceptować jednej
ideologii (a single ideology) dla całej
planety albo zrezygnować z chrześcijaństwa,
gdyż istotą chrześcijańskiego
samo-zrozumienia jest, że Chrystus
to powszechny Zbawiciel, jedyny Pośrednik,
jedyny Jednorodzony [Syn] Boga"[31].
W perspektywie tak
naszkicowanego dylematu Panikkar
stwierdza, iż tezą "tej książki
było i jest, że chrześcijanin, w uznaniu,
wierze i w miłości Chrystusa jako
centralnego symbolu Życia i Ostatecznej
Prawdy, jest pociągnięty ku tej
Tajemnicy samej w sobie (that
selfsame Mystery), która przyciąga
wszystkich innych ludzi, szukających,
jak przekroczyć swoją obecną
kondycję"[32].
Istotne w tym
cytacie jest słowo "Tajemnica".
Panikkar tłumaczy, iż w języku
chrześcijańskim paradygmatem dla
tejże Tajemnicy jest Trójca.
Natomiast w języku Indii tym
paradygmatem jest intuicja Advaity (the
Advaitic iintuition), która odnosi
się do czegoś, co nie może być
nazwane ani "jedno", ani
"dwoje".
W przytoczonym
fragmencie podkreślone jest również
i to, że chrześcijanin wchodzi w kontakt
z ową Tajemnicą w Chrystusie i przez
Niego. Skoro tak jest - pyta w innym
miejscu Panikkar - to czy mogę nadal
utrzymywać, że istnieje ukryta i nieznana
obecność Chrystusa w hinduizmie?
Czy w liturgii chrześcijańskiej
nie mówi się: per Christum Dominum
nostrum - przez Chrystusa naszego (a
nie powszechnego) Pana? Czyż Pismo
święte nie przedstawia Chrystusa
jako Drogi? Jak też interpretować
zdanie z Ewangelii Jana: "Filipie,
kto Mnie zobaczył, zobaczył także
i Ojca" (J 14,9)? [33]
Na te wszystkie
pytania Panikkar odpowiada za pomocą
metafory "drogi" i "celu".
Stwierdza, że choć nie można odłączać
"drogi" od "celu",
to jednak cel nie może być utożsamiany
z jakąkolwiek z dróg lub z jakimkolwiek
ze środków do niego. "Chociaż
Chrystus jest Tajemnicą - w tym
sensie, że widzieć Chrystusa to
dotrzeć do Tajemnicy - to jednak
Tajemnica nie może być całkowicie
utożsamiana z Chrystusem"[34].
Dla Panikkara Chrystus jest jedynie
jednym z wielu aspektów Tajemnicy
jako całości. Nadto uważa On, że
"jedynie dla chrześcijan
Tajemnica jest nierozerwalnie związana
z Chrystusem"[35],
podobnie jak dla wyznawców boga
Wisznu Tajemnica jest nierozerwalnie
związana z Wisznu.
Kim zatem jest
Chrystus dla Panikkara ze "Wstępu"
do drugiego, poprawionego i poszerzonego,
wydania? Czytając, ma się wrażenie,
iż niekiedy jest to Chrystus wiary
chrześcijańskiej związany z osobą
Jezusa z Nazaretu. Innym zaś razem
jest to bliżej nieokreślona
rzeczywistość. Sam Autor podejmuje
tę trudność.
Najpierw pyta: "Dlaczego
używam imienia , a nie np. imienia ?"
Odpowiadając stwierdza, iż
pierwszym powodem dla którego mówi
o Chrystusie jest jarzmo tradycji.
"Chrystus - pisze - był i nadal
jest jednym z najbardziej mocnych
symboli ludzkości"[36].
Jak widać, dla teologa indyjskiego
imię Chrystus jest "symbolem".
W innym miejscu
pisze: "Chrystus jest ciągle żyjącym
symbolem dla całości rzeczywistości:
ludzkiej, boskiej i kosmicznej.
Bardziej niż na pozór neutralne
symbole jak Bóg, Duch, Prawda..."[37].
Dlatego Panikkar twierdzi, iż owa
"rzeczywistość
kosmoteondryczna", którą chrześcijanie
nazywają "Chrystusem", może
także być nazwana Rama, Kriszna,
Iszwara czy Purusza[38].
Chrystus jest zatem "symbolem"
odnoszącym się do "rzeczywistości
kosmoteondrycznej". Każde imię
jest jej nową manifestacją i wyraża
na swój sposób niepodzielną
Tajemnicę.
Zasadniczym punktem w argumentacji
teologa indyjskiego jest oddzielenie
Chrystusa kosmicznego od Jezusa z Nazaretu.
Panikkar pisze, iż z całą mocą
należy stwierdzić, że imię
Chrystus nie może być ograniczone i niejako
zamknięte w imieniu Jezusa z Nazaretu.
Choć sam Autor zauważa,
iż wewnątrz tradycji chrześcijańskiej
Chrystus jest niezrozumiały bez Trójcy,
nie wydaje się, by pojmował on Trójcę
jako trzy oddzielne Osoby, bo i Chrystus
nie jest dla niego drugą Osobą Trójcy.
Trójca bardziej odpowiada u niego
owej "rzeczywistości
kosmoteondrycznej". "Tezami
Nieznanego Chrystusa - pisze Panikkar
- jest to, że czy wierzymy w Boga
lub bogów, czy też nie wierzymy,
istnieje coś w każdym człowieku,
co nie alienuje Człowieka, lecz
raczej pozwala Człowiekowi osiągnąć
pełnię bycia.
Obojętnie czy drogą
jest przemiana lub jakiś inny
proces, czy zasadą jest boska zasada
lub wysiłek, albo czy nazywamy ją
tym czy innym imieniem (...). Naszym
jedynym celem jest [pokazanie], że
ta kosmoteodryczna lub trynitarna (purishic
lub isvaric) zasada istnieje. Chrześcijanie
nazwali ją - i słusznie -
Chrystusem. Moją sugestią jest, iż
nie powinni byli zrezygnować z niej
zbyt lekko i zadowolić się
Jezusem, choć ubóstwionym. To przez
Jezusa i w Nim chrześcijanie doszli
do wiary w rzeczywistość, którą
nazywają Chrystusem, lecz ten
Chrystus jest ostateczną rzeczywistością
(the decisive reality).
Powtarzam: to nie
jest tak, że ta rzeczywistość ma
wiele imion, jakby była rzeczywistością
poza imieniem. Ta rzeczywistość
jest wieloma imionami i każde imię
jest jej nowym aspektem, nową
manifestacją i nowym objawieniem.
Jednak każde imię uczy i wyraża,
jak to było, niepodzielną Tajemnicę
(the undivided Mystery)"[39].
W liście do J.
Dupuis, który przytoczony jest w książce
Jésus-Christ ŕ la rencontre des
religions, R. Panikkar tak oto pisze:
"(...) to wielki mahavakya (aksjomat)
chrześcijański (...). Chrześcijanin
jest tym, który odkrywa (...)
Chrystusa w Jezusie i przez Niego,
Syna Maryi (...). Bez Jezusa nie ma
Chrystusa dla chrześcijanina (...).
To przez Jezusa chrześcijanin zdolny
jest odkryć Chrystusa obecnego w innych
religiach (...). Relacją, której
dotyczy Księdza pytanie, jest całkowita
tożsamość w jednym kierunku:
Jezus jest Chrystusem. Relacja ta
otwarta jest w innym kierunku:
Chrystus jest Jezusem. Skoro nikt nie
może wyczerpać tajemnicy (w
terminologii Pawłowej), Chrystus
jest (aliud lub aliquid, ale nie
alius) aniżeli Jezus. To jest
prawdziwe nawet w normalnej ekonomii
chrześcijańskiej (...). Jezus
zmartwychwstały jest Chrystusem. W tym
sensie nie tylko Jezus, ale również
Chrystus przynależą do historii.
Ale Chrystus jest transhistoryczny (co
nie oznacza, że jest mniej niż
historyczny, lecz więcej niż
historyczny)"[40].
W swoim komentarzu
Dupuis zgadza się ze stwierdzeniem Panikkara,
że Chrystus jest transhistoryczny.
Jezuita belgijski zauważa jednak, że
to Jezus - dodać należy: i tylko
On! - stał się owym
transhistorycznym Chrystusem poprzez
zmartwychwstanie. Jak to słusznie
zauważa, głównym problemem dla
Panikkara, szczególnie w jego późniejszej
twórczości, jest osoba Jezusa
historii. "Dla pierwszych chrześcijan,
jak dla kerygmatu apostolski (por. Dz
2,36), Jezus historii był Chrystusem
wiary; stał się Nim w swoim
zmartwychwstaniu przez Ojca. Był również
głoszoną przez Pawła samą (Rz 16,25;
Ef 3,4; Kol 4,3; 2,2; 1 Tm 3,16).
Jezus jest zatem częścią
przedmiotu wiary. Jest nieoddzielny
od Chrystusa, któremu nadaje swoje
historyczne przeznaczenie"[41].
To samo znajdujemy w rozdziale II
Deklaracji Dominus Iesus. Otóż
Panikkar oddziela Jezusa historii od
Chrystusa wiary.
Jacques Dupuis jest
jednym z najbardziej znanych teologów
katolickich zajmujących się chrześcijańską
teologią religii. Napisał na ten
temat wiele artykułów i kilka książek,
wśród których najbardziej znane są:
Jezus Chrystus na spotkanie innych
religii (1989) i Ku chrześcijańskiej
teologii pluralizmu religijnego (1997)[42].
Ta ostatnia wzbudziła duże
zainteresowanie nie tylko teologów,
ale również watykańskiej
Kongregacji Doktryny Wiary. Dlatego
jesienią 1998 roku poproszono
teologa belgijskiego, by przygotował
odpowiedzi na postawione mu pytania,
a w styczniu br. Kongregacja wydała
Notifikację odnośnie tejże książki.
W Notyfikacji tej czytamy, iż książka
zawiera "poważne wieloznaczności
i trudności odnośnie do istotnych
punktów doktrynalnych, które [to
wieloznaczności i trudności]
prowadzić mogą czytelnika do błędnych
i niebezpiecznych opinii".
Niemniej Kongregacja Nauki Wiary
stwierdza także, że - po dokładnym
przeanalizowaniu książki, po
dialogu z samym Autorem oraz po wzięciu
pod uwagę analiz i zdania konsultorów
- podjęta przez J. Dupuis próba
odpowiedzi na dotąd nie stawiane
pytania mieści się "w
granicach ortodoksji".
Już sam tytuł książki
- Ku chrześcijańskiej teologii
pluralizmu religijnego - wiele mówi.
Dupuis nie proponuje w niej "chrześcijańskiej
teologii religii", lecz
proponuje "chrześcijańską
teologią pluralizmu religijnego".
Jego zdaniem terminologiczne przejście
od "teologii religii" ku
"teologii pluralizmu religijnego"
wskazuje na zmianę szerszej
perspektywy teologicznej. Nowa
perspektywa - stwierdza - nie
ogranicza się do problemu dla
wyznawców innych tradycji
religijnych, ale pyta o rację
pluralizmu religijnego w planie Boga
względem ludzkości. Ku takiej chrześcijańskiej
teologii pluralizmu religijnego
zmierza Dupuis w swojej książce.
Podobnie jak w przypadku
J. Hicka, punktem wyjścia i istotę
naszego omówienia stanowić będą
kwestie chrystologiczne. Pytania, na
które będę chciał odpowiedzieć,
można by sformułować w następujący
sposób: czy dla J. Dupuis Jezus
Chrystus jest pełnym i ostatecznym
objawieniem Boga? Czy jest On jedynym
i powszechnym Zbawicielem wszystkich
ludzi? Jakie też są według niego
rola i miejsce chrześcijaństwa i innych
religii w kontekście Bożego
zbawienia w Jezusie Chrystusie?
Omawiając pozycję teologa
belgijskiego, będę starał się ją
odnieść z jednej strony do
Deklaracji Dominus Iesus, a z drugiej
strony do pozycji J. Hicka.
Na pytanie, w jakim
sensie Jezus Chrystus jest pełnią
objawienia Boga, Dupuis odpowiada:
"To osoba Jezusa Chrystusa, Jego
dzieła i słowa, Jego życie, śmierć
i zmartwychwstanie, jednym słowem,
całe wydarzenie Jezusa Chrystusa
konstytuuje pełnię objawienia. W Nim
Bóg powiedział światu swoje
decydujące słowo (...). Jezus
Chrystus jest osobiście pełnią
objawienia"[43].
Do tego stwierdzenia
Autor dodaje jeszcze jedno istotne
doprecyzowanie, odnoszące się do
rozróżnień znajdujących się u niektórych
teologów, np. u J. Hicka, między
pełnią natury "ilościowej"
a pełnią natury "jakościowej".
Jezuita belgijski twierdzi, że pełnia
objawienia Boga w Jezusie Chrystusie
nie jest jedynie ani najpierw natury
ilościowej, lecz natury jakościowej
z racji tożsamości osobowej Jezusa
z Nazaretu z drugą Osobą Trójcy
Świętej[44].
Wiąże się to między innymi z tym,
że Dupuis opowiada się za
chrystologią ontologiczną[45].
Zdaniem teologa belgijskiego
objawienie Boże osiąga w Jezusie
Chrystusie swoją pełnię jakościową.
A to oznacza, że żadne inne
objawienie tajemnicy Boga nie może
mu się równać. Tak też mówi
Deklaracja Dominus Iesus.
Mniej jasne natomiast
jest to, co Autor pisze w innym
miejscu odnośnie objawienia Boga w Jezusie
Chrystusie. "Objawienie to nie
jest mimo wszystko absolutne; ono
jest relatywne"[46]
- stwierdza Dupuis.
Jak to rozumieć?
Jezuita belgijski tłumaczy to, powołując
się na ludzką świadomość Jezusa.
Wyjaśnia, że świadomość ta, będąc
świadomością Syna Bożego,
pozostaje wciąż świadomością
ludzką, a zatem ograniczoną, co
prowadzi do konkluzji: "Żadna
świadomość ludzka, nawet świadomość
ludzka Syna Bożego, nie może
wyczerpać tajemnicy boskiej (mystčre
divin)"[47].
Trudno się nie zgodzić z tym
stwierdzeniem. Mniej jednak zrozumiałe
jest, dlaczego ograniczona ludzka świadomość
Jezusa Chrystusa musi prowadzić do
wniosku, że objawienie Boga w Nim
nie jest absolutne, lecz relatywne,
oraz co to znaczy. Czy tu Dupuis nie
jest sprzeczny sam ze sobą? Jak
bowiem pogodzić jego dwa
twierdzenia, gdzie z jednej strony mówi,
że w Jezusie Chrystusie mamy "pełnię"
objawienia Bożego i że objawienie
to ma charakter "ostateczny"[48],
a z drugiej, że nie jest ono
"absolutne"?
Czy nie mamy tu do
czynienia z pewnymi "wieloznacznościami",
które w swojej "Notyfikacji"
Kongregacja Nauki Wiary zarzuca
jezuicie belgijskiemu? Być może dla
J. Dupuis poznanie "absolutne"
jest poznaniem, które teologia
klasyczna nazywała "wizją
uszczęśliwiającą" (visio
beatyfica). Wówczas można by się z nim
zgodzić, że objawienie Boga w Jezusie
Chrystusie, będąc pełnym i ostatecznym
nie jest absolutne. Nie mamy jednak
pewności, że chodzi mu właśnie o takie
rozróżnienie.
Zatem, choć
uprawnione jest mówienie o "wieloznaczności"
niektórych aspektów chrystologii
trynitarnej J. Dupuis, to jednak jego
pozycja w tym względzie jest
radykalnie różna od wielu pluralistów,
szczególnie J. Hicka. Jak widzieliśmy,
dla tego ostatniego objawienie Boga,
a właściwie "ostatecznej
Rzeczywistości", w Jezusie
Chrystusie nie jest ani ostateczne,
ani pełne, ani normatywne. Podejmując
tezy Hicka, jezuita belgijski pisze o swojej
fundamentalnej z nimi niezgodzie.
"Z punktu widzenia wiary chrześcijańskiej
- pisze Dupuis - wydaje się
koniecznym nie tylko stwierdzenie, że
ostateczna Rzeczywistość, objawiająca
się na różne sposoby rodzajowi
ludzkiemu, jest Bogiem osobowym, ale
nadto, że Trójjedyny Bóg chrześcijański
przedstawia ostateczną Rzeczywistość
an sich"[49].
Podsumowując zatem
ten pierwszy punkt, należy zaznaczyć,
iż Dupuis nie tylko nie kwestionuje,
lecz wręcz przeciwnie, staje w obronie
afirmacji pełnego objawienia Boga w Jezusie
Chrystusie. Staje też w obronie
stwierdzenia, iż Jezus Chrystus
objawia nam Boga jako Trójcę: Ojca,
Syna i Ducha, ponad którą nie ma
jakiejś innej Rzeczywistości an
sich, jak utrzymuje J. Hick. Jedynym
punktem, który w tej części
wydaje nam się wieloznaczny, jest
rozróżnienie, przez Dupuis
objawienia "pełnego" i objawienia
"absolutnego".
To kolejne kryterium
naszej oceny chrześcijańskiej
teologii pluralizmu religijnego J.
Dupuis. I tu, myślę, warto zacząć
od stwierdzenia, iż podejmując w swojej
książce temat zbawienia w Jezusie
Chrystusie i jedyności Jezusa
Chrystusa, Dupuis jednoznacznie
przeciwstawia się tezom R.
Panikkara, który ma tendencję do
oddzielania Chrystusa kosmicznego od
Jezusa historycznego, oraz tezom J.
Hicka, zdaniem którego Boże
synostwo Jezusa winno być rozumiane
nie w sensie ontologicznym, ale w sensie
funkcjonalnym i metaforycznym.
Dupuis uważa, że
proponowana przez niego perspektywa
chrystologii trynitarnej pozwala na
zrównoważone stwierdzenie jedyności
i powszechności Jezusa Chrystusa,
które "czyni miejsce dla
otwartej teologii religii i pluralizmu
religijnego"[50].
Jest to perspektywa, która
chrystologicznie uzasadnia
stwierdzenie o wielości "dróg"
wiodących ku zbawieniu, wedle
zamiaru Boga dla ludzkości w Jezusie
Chrystusie, oraz pozwala na "uznanie
w historii ludzkiej"[51].
W tym miejscu
ponownie Autor odwołuje się do
kategorii "absolutności".
Pisze: "Tu jednak ominiemy mówienie
o odnośnie Jezusa Chrystusa i a fortiori
do chrześcijaństwa"[52].
Teolog belgijski uzasadnia to tym, że
- cytuję - " jest atrybutem
ostatecznej Rzeczywistości Bytu
nieskończonego, który nie może być
odniesiony do żadnej rzeczywistości
skończonej, nawet jeśli jest to
ludzkie istnienie Syna Bożego, który
stał się człowiekiem. Być
Zbawicielem - stwierdza Dupuis - nie
czyni z Jezusa Chrystusa - którym
jest sam Bóg"[53].
Przyznam, że dla mnie osobiście
rozróżnienie to pozostaje
problematyczne.
Dupuis określa
jedyność i powszechność zbawczą
Jezusa Chrystusa za pomocą dwóch
istotnych pojęć: "konstytutywność"
i "relacyjność". Z jednej
strony mówi, że jedyność i powszechność
Jezusa Chrystusa są - cytuję -
" w tej mierze, że Jezus
Chrystus ma znaczenie zbawcze dla całej
ludzkości, a wydarzenie-Chrystus -
zwłaszcza tajemnica paschalna śmierci
i zmartwychwstania Chrystusa - jest
zbawienia"[54].
Określenie to wyraża przekonanie,
że Jezus Chrystus jest Zbawicielem
całej ludzkości - zbawicielem
jedynym i powszechnym. Jest to
stwierdzenie jasne, pokrywające się
z tradycyjnym rozumieniem "jedyności
absolutnej".
Jednak problem w tym
- problem dla mnie - że dla Dupuis
jedyność konstytutywna nie jest równoznaczna
"jedyności absolutnej"[55].
Mało jasne są dla mnie słowa
Autora, wedle których "jedyność
i powszechność Jezusa Chrystusa
(...) nie są ani relatywne, ani
absolutne"[56],
lecz "relacyjne". "Są
- pisze Dupuis - w tej mierze, że
osoba i wydarzanie wpisują się w generalny
plan Boga wobec rodzaju ludzkiego, który
ma przeróżne płaszczyzny i którego
realizacja w historii składa się z różnych
momentów. Pośród różnych , w których
Bóg jest obecny i działający,
lecz ukryty, Jezus Chrystus (...)
jest , w której Bóg, pozostając
niewidzialnym, jest w pełni odkryty
i objawiony"[57].
Rozdział poświęcony
zagadnieniom chrystologicznym w kontekście
pluralistycznej teologii religii kończy
się następującym stwierdzeniem:
" i Jezusa Chrystusa nie są
ani absolutne, ani relatywne.
Powiedzieliśmy, że były w tej
mierze, w jakiej wydarzenie-Chrystus
[czyli szczególnie wydarzenie
paschalne] wywiera powszechny wpływ:
w Nim Bóg zrealizował zbawienie
powszechne; zmartwychwstałe człowieczeństwo
Chrystusa jest zapewnieniem nierozłącznej
jedności Boga z rodzajem ludzkim"[58].
Widać także i po
tym cytacie: jeśli z jednej strony
teolog belgijski odrzuca określenie
"absolutności" w odniesieniu
do jedyności i powszechności
Jezusa Chrystusa, to z drugiej
strony definicja Jego "konstytutywności"
jest jak najbardziej tradycyjna, bo
oznacza ona - parafrazuję tu jedynie
J. Dupuis - że w Jezusie
Chrystusie Bóg "zrealizował
zbawienie powszechne", że
skuteczność zbawcza wydarzenia śmierci
i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa
jest powszechna[59].
To samo napisane jest
w punkcie 14 Dominus Iesus, gdzie
czytamy: "powszechna wola
zbawcza Boga Trójjedynego została
ofiarowana i spełniona raz na
zawsze w tajemnicy wcielenia, śmierci
i zmartwychwstania Syna Bożego".
Odnosząc zatem powyższe rozumienie
J. Dupuis jedyności i powszechności
Jezusa Chrystusa do trzeciego rozdziału
Deklaracji Dominus Iesus, stwierdzić
możemy dwie rzeczy, po pierwsze, iż
tak samo jak Dominus Iesus teolog
belgijski wyznaje "jedyność i powszechność
tajemnicy zbawczej Jezusa Chrystusa"[60].
Po drugie zaś, że
dla wyrażenia znaczenia i wartości
zbawczej Jezusa Chrystusa Deklaracja
używa określenia "absolutność",
natomiast jezuita belgijski je
odrzuca. Dominus Iesus stwierdza:
"Jezus Chrystus ma szczególne i jedyne,
Jemu tylko właściwe, wyłączne,
powszechne i absolutne znaczenie i wartość
dla rodzaju ludzkiego i jego dziejów"
(nr 15).
Na podstawie tego, co
powiedzieliśmy, wypada zapytać:
dlaczego w swoim rozumieniu jedyności
i powszechności Jezusa Chrystusa
Dupuis porzuca tradycyjne określenie
ich jako "absolutne"?
Dlaczego Dupuis upiera się przy pojęciu
"relacyjności", które
sprawia nam - przynajmniej mnie -
tyle problemów? Krótko mówiąc,
dlaczego jedyność i powszechność
"relacyjna" a nie "absolutna"?
Moim zdaniem wiąże
się to z tym, iż teolog belgijski
rozumie samą "konstytutywność"
zbawczą Jezusa Chrystusa jako "relacyjną".
Cóż to oznacza? Oznacza to, że -
cytuję:
- "w planie Bożym
(...) inne tradycje religijne
reprezentują rzeczywiste interwencje
i autentyczne manifestacje Boga w historii
ludów; tworzą one integralne części
jednej historii zbawienia, której
punktem kulminacyjnym jest Jezus
Chrystus"[61].
Innymi słowy,
odpowiedź na postawione pytania związana
jest z uznaniem innych religii jako
"dróg zbawienia". Taki
zresztą jest tytuł jednego z rozdziałów
omawianej tu książki - "Drogi
zbawienia". Dupuis pisze: "wyrażenie
, kiedy jest przypisane tradycjom
religijnym, nie wskazuje jedynie na
poszukiwanie Boga, które jest
powszechnie obecne u ludzi (...),
ale najpierw wskazuje na poszukiwanie
ludzi przez Boga oraz na Jego
bezinteresowną inicjatywę, która
zaprasza ich do uczestnictwa w życiu
Bożym"[62].
Podsumowując to, co
do tej pory powiedziane zostało o chrystologii
J. Dupuis, stwierdzić możemy:
1. Tym, który
zbawia, jest Bóg - Bóg Ojciec. On
jest pierwszą przyczyną i źródłem
zbawienia wszystkich ludzi w czasie
i przestrzeni.
2. Zbawienie to
dokonuje się w historii przez
Jezusa Chrystusa (por. J 3, 16-17; 2
Kor 5,19) [63].
Dlatego On, i tylko On, jest jedynym
i powszechnym Zbawicielem wszystkich
ludzi. Dupuis wyraża to w słowach:
"wiara w Jezusa Chrystusa nie
polega na prostym przekonaniu, że
jest On drogą zbawienia; oznacza
ona wiarę, że świat i ludzkość
znajdują zbawienie w Nim i przez
Niego. Jedynie to oddaje sprawiedliwość
licznym stwierdzeniom Nowego
Testamentu"[64].
Czyli skuteczność zbawcza
wydarzenia śmierci i zmartwychwstania
Jezusa Chrystusa jest powszechna. On
jest jedynym i powszechnym
Zbawicielem wszystkich ludzi.
3. Ludzi nie zbawia
chrześcijaństwo jako religia, ani
tym bardziej inne religie, ale zbawia
sam Bóg przez Jezusa Chrystusa i w Nim,
odwiecznym słowie Bożym, które stało
się ciałem.
4. Skoro przyjmiemy -
jak to czyni J. Dupuis - że z jednej
strony religie świata są najpierw i głównie
wyrazem poszukiwania ludzi przez
Boga, a z drugiej strony, że "chrześcijanie
i inni dzielą tę samą tajemnicę
zbawienia w Jezusie Chrystusie..."[65],
to jednoczesne utrzymanie tych dwóch
twierdzeń prowadzi do konkluzji, że
powszechność zbawcza Jezusa
Chrystusa musi być "relacyjna",
czyli - w tajemniczy sposób - związana
nie tylko z poszczególnymi osobami
(tak jak to utrzymuje tradycyjna
antropologia chrześcijańska), ale
także z tradycjami religijnymi.
5. To rozumienie
jedyności Jezusa Chrystusa jako
"konstytutywnej" i "relacyjnej"
wiąże się u J. Dupuis także z dość
specyficznym rozumieniem relacji między
Słowem niewcielonym (Logos asarkos)
a Słowem wcielonym (Logos ensarkos).
W tej perspektywie zbawcza ekonomia
Słowa wcielonego traktowana jest
jako "sakrament" szerszej
ekonomii Słowa niewcielonego, która
to ekonomia odwiecznie towarzyszy
historii ludzkości. Moim zdaniem,
choć Dupuis nie oddziela tu - jak np.
czyni to R. Panikkar - zbawczego działania
Słowa niewcielonego (Logos asarkos)
od zbawczego działania Słowa
wcielonego (Logos ensarkos), to
jednak niebezpiecznie te dwa działania
wyodrębnia. Mieści się to jednak w granicach
ortodoksji, skoro tak uważa sama
"Notyfikacja" Kongregacji
Doktryny Wiary.
6. Dla właściwej
interpretacji tez J. Dupuis winno
pamiętać się o tym, co on sam
pisze we wstępie do swojej książki,
mianowicie, że jej celem nie jest
podanie definitywnych odpowiedzi na
wszystkie postawione pytania.
Natomiast jego nadzieją jest jasne
naszkicowanie problematyki oraz
zaproponowanie rozwiązań dla niektórych
nowo powstałych pytań - rozwiązań
będących w "zgodzie z wyznaniem
wiary chrześcijańskiej"[66].
1. Podobnie jak
Deklaracja Dominus Iezus, a w przeciwieństwie
do tez J. Hicka i R. Panikkara, J.
Dupuis utrzymuje, że Jezus Chrystus
jest pełnym i ostatecznym
objawieniem Boga.
2. Również podobnie
jak Dominus Iesus, a w przeciwieństwie
do tez J. Hicka i R. Panikkara,
utrzymuje on, że Jezus Chrystus jest
jedynym i powszechnym Zbawicielem
wszystkich ludzi.
3. W odróżnieniu do
Dominus Iesus J. Dupuis nie mówi, że
jedyność i powszechność Jezusa
Chrystusa jest "konstytutywna i absolutna",
lecz woli ją określić jako "konstytutywną"
i "relacyjną". Nie neguje
on jednak konstytutywności Jezusa
Chrystusa, co czynią J. Hick i R.
Panikkar.
4. Choć chrześcijańska
teologia religii J. Dupuis jest chrześcijańską
teologią pluralizmu religijnego, która
nie we wszystkich punktach wpisuje się
w perspektywę naszkicowaną przez
Deklarację Dominus Iesus, to jak
widzieliśmy, teologia ta nie ma nic
wspólnego, albo niewiele, z teologią
pluralizmu religijnego zarówno J.
Hicka, jak i R. Panikkara.
- Ks. Z.
Morawiec: Dziękuję bardzo
za to jasne i klarowne
przedstawienie tez J. Hicka. Musimy
być świadomi, że współcześnie
publikujący teologowie lansują również
tego rodzaju tezy. Nie można się na
ten świat obrażać, tylko poznawać
go takim jakim jest, również "świat
teologii". Słuchając tego, co
ksiądz mówił, referując poglądy
Hicka, w miejscu, gdzie padło
twierdzenie, iż - według Hicka -
Wcielenie należy rozumieć
metaforycznie i język opowiadający
o tym wydarzeniu jest przede
wszystkim metaforyczny, a nie
metafizyczny, zadałem sobie pytanie:
czy i kiedy Hick zaneguje (wyraźnie
bądź pośrednio) samo istnienie
Boga. I chyba to się stało. Bo nie
widzę u tego autora wyraźnego
potwierdzenia istnienia Boga
osobowego.
Mówienie o "ostatecznej
Rzeczywistości" jest - moim
zdaniem - wybiegiem, aby nie mówić
o Bogu objawienia. Przyszły mi na
myśl słowa Waltera Kaspra z książki
Jezus Chrystus. Mówi tam: "W Jezusie
Chrystusie Bóg objawił się w sposób
definitywny, bezwarunkowy i nieprzekraczalny,
dlatego Jezus Chrystus wchodzi w samą
definicję odwiecznej istoty Boga. Z eschatologicznego
charakteru wydarzenia Chrystusa
wynika, że Jezus odwiecznie jest
Synem Boga i że Bóg odwiecznie
jest . Historia i los Jezusa znajdują
więc swój fundament w istocie
Boga; natura Boga objawiła się jako
stawanie się. Stwierdzenia Nowego
Testamentu na temat preegzystencji
zmuszają nas do szerszej
reinterpretacji samego pojęcia Boga".
Teologia chrześcijańska
nie jest po prostu nauką o jedynym
Bogu, ale jest teologią o Bogu
jedynym w trzech osobach, i kiedy
chrystologia J. Hicka jest taka, jaka
jest, czyli opowiadaniem o szlachetnym
człowieku, to właściwie Bóg chrześcijański
przestaje istnieć. Takie mogą być
- według mnie - konsekwencje tych założeń
chrystologicznych.
- Ks. Z.
Kubacki: Takie są
konsekwencje i jak powiedział jeden
z teologów niemieckich, który też
zajmował się Hickiem, "teologia
Hicka jest bardzo ciekawa, interesująca,
ale Jego problemem jest Biblia, której
nie bierze pod uwagę". Wszystko
zasadza się na metaforycznym podejściu
najpierw do bóstwa Jezusa Chrystusa,
z czego wynika koncepcja Boga. Hick
mówi, że nie odrzuca Boga osobowego.
Przyjmuje jednak założenia
metodologiczne Kanta, gdzie istnieje
rozróżnienie na noumenon, którego
nie znamy, i fenomen. Różne
fenomeny oświetlają nam rzeczywistość,
która jest sama w sobie, ale jej w pełni
nie wyrażają. Tak samo inne religie.
Mówią nam coś o tej innej
rzeczywistości - nazwijmy to Bogiem
- rzeczywistości absolutnej i na płaszczyźnie
doktryny mamy różne sprzeczne określenia.
Jedne religie mówią, że to jest Bóg
osobowy, a inne, że nieosobowy, a
Hick uważa, że to jest problem
tylko na płaszczyźnie
fenomenologicznej. Natomiast jeśli
chodzi o Boga w sobie, to skoro
ostateczna rzeczywistość jest
niepoznawalna, może być uznana za
prawdziwe "to" i "tamto",
tyle tylko, że z różnej
perspektywy. Stanowisko takie,
widziane z punktu widzenia filozofii
religii, jest ciekawe. Natomiast w perspektywie
Objawienia mamy tu do czynienia z błędną
teologią i równie błędną
chrystologią.
- Ks. Z.
Morawiec: Przychodzi mi na
myśl stary problem, nad którym również
w tej auli podczas wykładów z alumnami
się zastanawiamy - problem języka.
Czy np. pojęcie "Bóg Ojciec"
dociera do pewnej oczywistości
metafizycznej jak ojcostwo Boga, czy
jest tylko jakąś figurą? W tym
ostatnim przypadku stanowisko
utrzymujące, że jedne religie mówiąc:
"Bóg osobowy", inne:
-"nieosobowy", mówią o tym
samym, rozwiązuje problem. Ale wtedy
nie traktujemy poważnie słów! Jeżeli
bowiem mamy zaufanie do języka jako
środka poznawczego czy opisującego
poznanie, to słowa muszą dotykać
pewnych oczywistości metafizycznych,
i to nie może być jedynie
konwencja czy umowa. Wyglądałoby to
tak, że mówimy, iż to tak jest,
ale jak to jest, nie wiadomo. Jeżeli
mówimy: "Jezus Chrystus,
Wcielony Syn Boży", to rzeczywiście
musimy dotykać jakiegoś istotnego
rdzenia prawdy o Bogu i o Wcieleniu.
- Ks. Z.
Kubacki: Problem przełożenia
naszej wiary na język to rzeczywiście
problem trudny. Podobało mi się to,
co mówił poprzednioks. prof.
Rusecki, cytując Rahnera: "wiara
polega na zawierzeniu i szukaniu
potem zrozumienia tego, w co
wierzymy". Tak było z użyciem
terminu homousios na soborze
nicejskim. Wzięto pojęcie z filozofii,
chociaż większość Ojców na początku
przeciwstawiała się temu, chcąc
szukać w Biblii. Przyjęto jednak
ten język, ponieważ odpowiadało to
intencji wiary, ponieważ wierzymy,
że Jezus jest Bogiem, Bóg prawdziwy
z Boga prawdziwego.
- Ks. D.
Kowalczyk: Chciałbym
przekonać was - zwracam się w tej
chwili głównie do kleryków - że
to, o czym mówimy, nie jest teologią
dla samej teologii, ale że jest to
ważne i będzie coraz ważniejsze w ewangelizacji,
katechizacji, duszpasterstwie. Jakiś
czas temu czytałem pracę magisterską
napisaną na naszym wydziale. Ktoś
przebadał młodzież z kilku liceów
ogólnokształcących z Warszawy pod
kątem religijności.
Z badań tych
wynika, że prawie w każdym liceum
na pytanie: "czy wszystkie
religie są równe?" więcej niż
połowa odpowiada twierdząco. Oczywiście
trzeba by tu dopytać, co ta młodzież
ma na myśli. Należy sobie jednak uświadomić,
że dzisiaj tego rodzaju opinie, które
głosi Hick, są bardzo chwytliwe.
One oczywiście są podawane w prostej,
zwulgaryzowanej formie; takie
koncepcje krążą w różnego
rodzaju programach dla młodzieży,
zwiazane są z hasłami tolerancji i równości.
Teologia Hicka jest bardzo chwytliwa
i myślę, że będziecie się
spotykać z takimi poglądami nawet
u młodych porządnych katolików,
którzy chcą być katolikami i nie
zamierzają przestać nimi być.
Jednak zapytani powiedzą, że
wszystkie religie prowadzą do tego
samego Boga, o którym, jaki jest,
tak naprawdę niewiele można
powiedzieć.
Druga uwaga, Kościół
się zmienia i wszyscy zastanawiamy
się, jak się będzie zmieniał. Myślę,
że ten Kościół będzie coraz
mniej europejski. Niektórzy mówią,
że młode nieliczne, ale szybko
rozwijające się kościoły Azji będą
w nim odgrywały coraz większą rolę.
To by się potwierdzało na przykładzie
naszej kongregacji, czyli zjazdu
Jezuitów z całego świata. Starsi
współbracia mówią, jak na
przestrzeni 20 lat zmienił się jej
skład. Teraz uczestnicy w większości
mają żółtą skórę i skośne
oczy. Wierzą w Pana Jezusa, są
zakonnikami i księżmi, ale jest coś
takiego, że język mają inny.
Z opowiadań byłego
prowincjała wiem, że gdy hindusi
przygotowywali Mszę św., to tam
nigdzie nie było krzyża, było
jakieś kółko. Jeśli oni mówią o Panu
Bogu, to wolą mówić o Duchu świętym
niż o Jezusie. Nie zanegują Jezusa
Chrystusa, ale dla tamtej mentalności
to jest jednak skandal, że Bóg
objawił się w Jezusie z Nazaretu,
który narodził się w jakiejś podłej
mieścinie Betlejem. Ci ludzie nie
mają herezji wpisanej w krew, ale
po prostu inaczej rozkładają
akcenty. Może to doprowadzić do
herezji, choć nie musi. Kościół będzie
musiał więc dokonać wielkiego wysiłku
na miarę tego, jakiego podjął się
w V wieku, kiedy spotkał się z filozofią
grecką. Teraz trzeba pójść do
przodu, aby rozwinąć teologię, bo
przecież można ją rozwinąć. Nie
powiedziano jeszcze ostatniego słowa,
niemniej nie wolno zatracić tego, co
prawdziwego powiedziano przez dwa
tysiące lat. Chciałem pokazać, że
istnieje problem i że warto go
rozważyć na różnych poziomach, bo
to jest również problem
duszpasterski.
- Ks. Z.
Morawiec: Dziękuję za tę
uwagę, trafną w tym środowisku. W końcu
wszyscy jakoś spotykamy się z różnymi
ludźmi, na katechezie, w konfesjonale
i nie zawsze będą to tylko osoby
proste i pobożne, czasami będą to
ludzie, którzy postawią nam trudne
pytania. Nie możemy wtedy utracić
spokoju ducha. Bardzo proszę, oddaję
głos na salę.
- Kl. J.
Grzegorczyk: Mam pytanie:
jak przełożyć treść wykładu
teologicznego na praktyczne życie i praktyczne
postawy? Sądzę, że cały szum
powstały wokół deklaracji Dominus
Iesus skupił się wokół czwartego
rozdziału, jeśli chodzi o sprawy
ekumeniczne czy też o konkretnych
teologów i sprawę pluralizmu
religijnego, te