WPROWADZENIE
ODKUPICIEL CZŁOWIEKA
JEZUS CHRYSTUS JEST OŚRODKIEM WSZECHŚWIATA
I HISTORII[1]. Tym
krótkim, ale jakże brzemiennym treścią
zdaniem rozpoczął swoją pierwszą
encyklikę Ojciec święty Jan Paweł
II. Podejmując posługę na
Piotrowej stolicy, na samym początku
swojego pontyfikatu uczynił swoim to
wyznanie wiary złożone przez
pierwszego pośród Apostołów:
"Ty jesteś Chrystus, Syn Boga
żywego" (Mt 16,16). Ewangelie
poświadczają, że temu przekonaniu,
które przecież nie "z ciała i krwi"
brało początek, ale było przyjętą
łaską objawienia, Piotr nadawał
wieloraki kształt, aż po owo
przejmujące wyznanie: "Panie,
do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa
życia wiecznego. A myśmy uwierzyli
i poznali, że Ty jesteś Świętym
Boga" (J 6,68-69).
"Wielokrotnie i na
różne sposoby przemawiał niegdyś
Bóg do ojców przez proroków, a w tych
ostatecznych dniach przemówił do
nas przez Syna" (Hbr 1,1n). Oto
wielka nowina głoszona przez Kościół:
"Bóg wszedł w dzieje człowieka
i - jako człowiek - sam stał się
ich podmiotem, jednym z wielu, a równocześnie
Jedynym! Przez swe Wcielenie ukształtował
ten wymiar ludzkiego bytowania, jaki
zamierzył nadać człowiekowi od
początku". Jak pisze Jan Paweł
II w Redemptor Hominis, "ukształtował
w sposób definitywny, ostateczny -
w sposób Sobie tylko właściwy,
stosowny dla swej odwiecznej Miłości
i Miłosierdzia, z całą Boską
wolnością - a równocześnie z tą
szczodrobliwością, która pozwala
nam wobec grzechu pierworodnego i wobec
całej historii grzechów ludzkości,
wobec manowców ludzkiego umysłu,
woli i serca, powtarzać z podziwem
te słowa [2]>".
NA POCZĄTKU NOWEGO
TYSIĄCLECIA, kiedy przed Kościołem
otwiera się nowy etap drogi,[3] na
nowo rozbudza on w sobie nadzieję,
której źródło tkwi w obietnicy
Pana: "A oto ja jestem z wami
przez wszystkie dni, aż do skończenia
świata" (Mt 28,20), albowiem
najgłębszym sensem tej obietnicy
jest zbawcze działanie Boga w historii
i Jego władztwo nad światem,
zgodnie ze słowami Jezusa: "Ojciec
mój działa aż do tej chwili i Ja
działam" i "jak Ojciec
wskrzesza umarłych i ożywia, tak również
i Syn ożywia tych, których chce"
(J 5,17.21).
Osoba i dzieło
Jezusa Chrystusa są źródłem,
centrum i celem, alfą i omegą
tego, czym jest chrześcijaństwo i co
światu głosi. W konsekwencji
teologia chrześcijańska jest
zasadniczo chrystocentryczna. Nie
oznacza to, że chrystologia
wyczerpuje całą teologię, lecz
jedynie, że dostarcza jej
koniecznego klucza interpretacji,
stając się w ten sposób
principium hermeneutycznym całej
dyscypliny. Eschatologia,
antropologia i teologia,
eklezjologia i sakramentologia,
wszystko to są oddzielne części
wielkiej konstrukcji teologicznej, która
szuka swej jedności i koherencji,
swojego znaczenia i klucza
hermeneutycznego w osobie i wydarzeniu
Jezusa Chrystusa, ku któremu w sposób
naturalny ciąży. W Nim ludzie uczą
się kim jest naprawdę Bóg, kim
jest człowiek, jaki jest jego
prawdziwy początek i jego
ostateczne przeznaczenie, jakie jest
znaczenie świata i historii i wreszcie
jaka jest rola Kościoła, który
towarzyszy człowiekowi w jego
pielgrzymowaniu na przestrzeni wieków.
II Sobór Watykański
wyraziście zaakcentował relację,
jaka zachodzi pomiędzy Kościołem i osobą
Jezusa Chrystusa, kiedy zdefiniował
Kościół jako "sakrament",
tj. jako "znak i narzędzie
jedności z Bogiem i jedności całego
rodzaju ludzkiego"[4],
dodając, że Kościół jest "powszechnym
sakramentem zbawienia"[5]. Sobór
przyjął w ten sposób za swoją
intuicję teologiczną, według której
Chrystus jest "sakramentem
pierwotnym" (Ursakrament)
spotkania człowieka z Bogiem,
podczas gdy Kościół jest
sakramentem spotkania ze
Zmartwychwstałym Panem. Idąc po tej
samej linii, jeden z dokumentów Międzynarodowej
Komisji Teologicznej, zatytułowany
"Wybrane zagadnienia
eklezjologiczne w XX Rocznicę zakończenia
II Soboru Watykańskiego" (1984),
stwierdza:
"O ile o samym
Chrystusie można powiedzieć, że
jest , Kościół może być dokładniej
określony jako (...). Tym niemniej
jest bardziej niż oczywiste, że Kościół
nie jest sakramentem inaczej, jak
tylko w całkowitej zależności od
Chrystusa, który sam zasługuje na
określenie [6].
Uświadamia nam to, że
tajemnica chrześcijaństwa - i sama
teologia, która jest próbą jej
artykulacji - są z definicji
chrystocentryczne, nie zaś
eklezjocentryczne. Jezus Chrystus
jest pierwotnym misterium, od którego
bierze początek i względem którego
relacjonuje się Kościół.
Ponadto, jako Bóg-człowiek,
Jezus Chrystus, Syn wcielony, jest
"drogą" do Ojca, który
jest ponad pośrednikiem. Jasno wyraża
to Ewangelia św. Jana, gdzie Jezus mówi:
"Ja jestem drogą, prawdą i życiem;
nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko
przeze mnie" (J 14, 6).
Chrystologia naznaczona jest pewnym
paradoksem. Prawdą jest bowiem, że
spotykamy Boga w człowieku -Jezusie.
Z drugiej jednak strony Ojciec jest
ponad samym Jezusem. Ewangelie, zwłaszcza
zaś Ewangelia św. Jana, potwierdzają
ten paradoks. Filip, który prosił
Jezusa, aby mu pokazał Ojca, usłyszał:
"Kto mnie zobaczył, zobaczył
także i Ojca" (J 14,9). Jednakże
zgłębiając tajemnicę objawienia
się Boga w Jezusie Chrystusie, św.
Jan powie: "Boga nikt nigdy nie
widział. Jednorodzony Syn, bytujący
w łonie Ojca, o Nim pouczył"
(J 1,18). Syn wcielony jest "egzegetą",
tłumaczem Ojca. W Nim Bóg się
objawia, pozostając równocześnie
niewidocznym i nieogarnionym. Ojciec
jest ciągle ponad: On jest "większy
ode mnie"(J 14,28) i tylko On
jest "dobry" (Mk 10,18).
Tak więc przez Syna
jesteśmy kierowani ku Bogu, który
jest Ojcem. Chrystocentryzm jest
teocentryzmem. Chrystus objawiając
się jako Syn, objawił Boga, przeżywając
swoje Synostwo na oczach zdziwionych
uczniów. W Nim i poprzez Niego
została im odsłonięta niepojęta
tajemnica Ojca. Ta sama prawidłowość
aktualna jest dla dzisiejszych uczniów
Jezusa: chrystologia doprowadza nas
do teologii, to znaczy do Boga, który
się w Nim objawił, pozostając równocześnie
otoczony tajemnicą.
Postawienie Jezusa w centrum
tajemnicy chrześcijaństwa nie
oznacza przyznania Mu miejsca Ojca:
On pozostaje zawsze celem i początkiem
wszystkich rzeczy. Jeżeli Jezus, w swojej
funkcji pośrednika jest w centrum
boskiego planu, jest tak dlatego, że
tego chce sam Ojciec. Jezus jest drogą,
poprzez którą Bóg zniża się do
człowieka i na której człowiek
dochodzi do Boga. Na tej właśnie
drodze Bóg osobiście objawia się
człowiekowi, ten zaś poznaje, kim
jest Bóg dla niego samego. W konsekwencji,
to właśnie w Chrystusie człowiek
dochodzi do pełnej prawdy o sobie
samym. Tak jak chrystocentryzm i teocentryzm
nie przeciwstawiają się sobie, lecz
uzupełniają się i przywołują
nawzajem, tak samo dzieje się z
chrystocentryzmem i antropocentryzmem.
Bardzo trafnie wyraża to konstytucja
soborowa Gaudium et Spes:
"Tajemnica człowieka
wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy
Słowa wcielonego. Albowiem Adam,
pierwszy człowiek, był figurą
przyszłego, mianowicie Chrystusa
Pana. Chrystus, nowy Adam, już w samym
objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości
objawia w pełni człowieka samemu
człowiekowi i okazuje mu najwyższe
jego powołanie[7]".
Człowiek jest czymś
więcej niż tylko człowiekiem. Jest
powołany do przekraczania siebie,
aczkolwiek niezdolny jest do tej
autotranscendencji o własnych siłach,
to jednak zdolność do niej
otrzymuje jako dar od Boga samego. W Jezusie
Chrystusie człowiek transcenduje
siebie w Boga poprzez to, że Bóg
zniża się do poziomu kondycji
ludzkiej. Wcielenie ustanawia pomiędzy
człowiekiem i Bogiem "cudowną
zamianę", dzięki której człowiek
staje się partnerem samego Boga.
Tylko wtedy człowiek odkrywa, jak
wielką wartość stanowi w oczach
Bożych. "Poprzez Wcielenie Syn
Boży zjednoczył się jakoś z każdym
człowiekiem" (GS 22). Uczyniony
uczestnikiem boskiego usynowienia w Jezusie
Chrystusie, człowiek znajduje w Nim
dopełnienie swojego otwarcia na Boga.
Ubóstwienie człowieka w Bogu-człowieku
wynosi uczłowieczenie do punktu
kulminacyjnego. Dlatego żadna
antropologia nie może nazywać
siebie chrześcijańską, jeśli nie
szuka ostatecznego sensu człowieka w odniesieniu
do osoby Jezusa Chrystusa. Nie
istnieje antropologia chrześcijańska
bez chrystologii.
Warto o tym pamiętać
w kontekście współczesności, tak
tragicznie zdezorientowanej. Ojcom
nowoczesności marzył się
racjonalistycznie uporządkowany świat,
wolny od "religijnego przesądu",
w którym człowiek osiągnąłby
stan pojednania z naturą i samym
sobą. Kiedy jednak zużyli już całą
energię, aby zachwiać pewnością
wiary, załamała się również
dufność niewiary. Jak pisze L. Kołakowski:
"W przeciwieństwie do
przyjemnego, przez wyświadczającą
dobrodziejstwo, przyjacielską naturę
ochraniającego świata oświeceniowego
ateizmu dziś świat bez Boga
postrzegany jest jako przygniatający,
odwieczny chaos. Ograbiony z jakiegokolwiek
sensu, jakiegokolwiek kierunku,
jakichkolwiek orientujących znaków,
jakiejkolwiek struktury(...). Od stu
lat, odkąd Nietzsche przepowiedział
śmierć Boga, zaledwie z trudem
dostrzega się pogodnych ateistów(...).
Nieobecność Boga stała się coraz
bardziej otwartą raną europejskiego
ducha(...). Oczekiwany z radością
przez oświecenie upadek chrześcijaństwa
okazał się - w miarę, jak
dochodził do skutku - prawie równoczesnym
upadkiem oświecenia. Nowy olśniewający
porządek antropocentryzmu, jaki
powinien być zbudowany w miejsce
obalonego Boga, nigdy nie nadszedł"[8] .
Czyż nie trzeba nam
więc z uwagą wsłuchać się w głos
Kościoła nauczającego, który mówi:
"Tajemnica człowieka wyjaśnia
się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa
wcielonego. Albowiem Adam, pierwszy
człowiek, był figurą przyszłego,
mianowicie Chrystusa Pana. Chrystus,
nowy Adam, już w samym objawieniu
tajemnicy Ojca i Jego miłości
objawia w pełni człowieka samemu
człowiekowi i okazuje mu najwyższe
jego powołanie" (GS 22).
I jeszcze na koniec
proszę pozwolić, że nawiążę do
naszego kontekstu geograficznego i historycznego.
W czasie swojej pierwszej
pielgrzymki do Ojczyzny, w 1979
roku, na placu Zwycięstwa w Warszawie
Ojciec św. powiedział te kapitalne
słowa: "Kościół przyniósł
Polsce Chrystusa - to znaczy klucz do
rozumienia tej wielkiej i podstawowej
rzeczywistości, jaką jest człowiek.
Człowieka bowiem nie można do końca
zrozumieć bez Chrystusa. A raczej:
człowiek nie może siebie sam do końca
zrozumieć bez Chrystusa. Nie może
zrozumieć, ani kim jest, ani jaka
jest jego właściwa godność, ani
jakie jest jego powołanie i ostateczne
przeznaczenie...[9]".
Tę samą myśl nieco
dalej papież odniósł do historii
naszej Ojczyzny, mówiąc: "Jeślibyśmy
odrzucili ten klucz dla zrozumienia
naszego narodu, narazilibyśmy się
na zasadnicze nieporozumienie. (...)
Nie sposób zrozumieć tego narodu,
który miał przeszłość tak
wspaniałą, ale zarazem tak
straszliwie trudną - bez Chrystusa.
Nie sposób zrozumieć tego miasta,
Warszawy, stolicy Polski, która w roku
1944 zdecydowała się na nierówną
walkę z najeźdźcą, na walkę
(...), w której legła pod własnymi
gruzami, jeśli się nie pamięta, że
pod tymi samymi gruzami legł również
Chrystus-Zbawiciel ze swoim krzyżem
sprzed kościoła na Krakowskim
Przedmieściu"[10].
Słuchaliśmy tych słów
przede wszystkim jako wielkiego
wyrzutu skierowanego pod adresem ówczesnego
reżimu, ale przecież dziś - choć
zmieniły się systemy i rządy - ciągle
odczuwamy konieczność powracania do
tej nauki, konieczność nieustannego
powtarzania Piotrowego wyznania:
"Panie, do kogóż pójdziemy?
Ty masz słowa życia wiecznego".
Przypisy
1 RH 1.
2 Tamże.
3 Jan
Paweł II, List apostolski Novo
millenio ineunte, 1.
4 LG 1.
5 LG 48.
6 Tekst
w: MIĘDZYNARODOWA KOMISJA
TEOLOGICZNA, Documenta - Documenti (1969
- 1985), Libreria Editrice Vaticana,
Cittŕ del Vaticano 1988, s. 539.
7 GS 22.
8 L. Kołakowski,
Die sorge um Gott in unserem
gottlosen Zeitalter, cytowane w: W.
Kasper, Bóg Jezusa Chrystusa, (tłum.
Jan Tyrawa), Wrocław 1996, s. 20-21.
9 Jan
Paweł II, Przemówienia i homilie,
Kraków 1999, s. 22-23.
10 Tamże.